ewangelizacja.net

Felietony > Archiwum felietonów
wtorek, 19 luty 2019 roku

 Pośrodku świec i pochodni


Wielokrotnie mocowałem się nie tylko z metaforą ciemności. Wielki Post to pustynia, skały, za którymi noc i skomlące szakale. Próbowałem sobie i innym wytłumaczyć ciemne strony ludzkiej natury. Dlaczego idziemy mokrymi tunelami, bezradni tułacze, nie szukając jasnych korytarzy i widnokręgów? Skąd w człowieku pokusa i pragnienie zła? I znowu pytania, pytania. Czy Pan Bóg milczy ponad naszymi pytaniami? Ile znaczą skargi Adama Mickiewicza w III części "Dziadów"? Jakiego kalibru są jego pytania światopoglądowe? Czemu Jarosław Iwaszkiewicz siadał w kościele, pytał Pana Boga o to samo i jeszcze o coś więcej? - Boże, jak to wytłumaczysz, że Kain zabił Abla albo że Noe pił? Że ludzie gonią za ludźmi, mordują się ... Że wypływa tłusty mazut na ocean i giną ptaki? Że na świecie coraz gęściej i ciaśniej?... Milczysz, Boże? Czy milczenie to Twój system?

W tym roku wielokrotnie siadałem z młodzieżą w kręgu. Dziewczyn i chłopców było 30, 50 i czasem 60. Jedni wyżej na ławkach, drudzy na krzesłach. Lubię te trudniejsze rekolekcje, takie trzydniowe, całodobowe, ze spaniem i jedzeniem (takie przygotowaliśmy czterokrotnie: dla klas VIII, dla gimnazjum, dla kandydatów do bierzmowania, dla Liceum Katolickiego w Tczewie plus dwa razy zwykłe rekolekcje szkolne). Siedząc w kręgu z młodzieżą wyjmowałem zapałki i bawiłem się w małe inscenizacje pośrodku sali. Ważny był krzak gorejący z zawieszonymi sztucznymi ogniami. Iskrzyły się , a nie spalały gałązek. Przy takim krzaku Mojżesz doświadczył Boga. Tłumaczyłem akt religijny jako przerażenie (tremendum) i zachwyt przed Bogiem (fascinosum). Boga nie widzimy twarzą w twarz, lecz jak gdyby tyłem. Zdjąłem buty i opowiadałem, co przeżył Mojżesz. To przeżycie zwielokrotnił Jan Paweł II podczas swej tegorocznej pielgrzymki do Egiptu, kiedy zdjął buty i na skarpetach szedł korytarzem w klasztorze św. Katarzyny (na Synaju).

Innym razem w środku naszego kręgu jabłko na białej serwetce - symbol, który miał ułatwić rozmowę wokół grzechu pierworodnego i jego następstw. Kiedy indziej pośrodku nas kazałem położyć drewniany krzyż, gwoździe i młotek. Od krzyża i zmartwychwstania zaczął się Kościół, który jest wciąż głodny Chrystusa i powtarza w Najświętszej Eucharystii: "Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie..." Pytam: co młodzieży się podoba, a co nie podoba w Kościele? Kartki, długopisy. Pracują nad tym w małych grupach. Potem rozmawiamy o świętości i grzeszności w Kościele. Kościół jest święty, składa się z grzesznych ludzie, otwarty zawsze na każdego, szukającego, zabłąkanego. Wszystkim oczom pokazuje Ukrzyżowanego. Bo Jezus jest naszym przebaczeniem, oczyszczeniem i obmyciem w swojej Krwi. Zamienił krew baranków na swoją Krew Najświętszą za nasze grzechy. Proszę młodzież, aby się naradziła w małych grupach i napisała, jaki jest grzech młodzieży w Kościele. Podsumowanie narady i wypowiedzi. Ja też zapisuję, porządkuję wszystko, krótko analizuję każdy grzech i wyrażam żal. Ktoś - klękając lub kucając na podłodze - wbija pierwszy gwóźdź w krzyż. I śpiewamy jakiś akt pokuty np. "Panie, przebacz nam..." albo "Panie, zmiłuj się..." Wbijamy drugi gwóźdź, trzeci, następny.

Nieraz podsumowanie dnia (podczas wieczornicy) wyrażamy ciszą i ciemnością, kiedy pali się jedna świeca na podłodze, a my próbujemy modlić się: - Panie Jezu, dziękujemy Ci za ten dzień, za radość, za humor, za chwile ciszy i czadu w śpiewie, za pracę w grupach, za wieczorną drogę krzyżowa z pochodniami ulicami Gruczna, za jedzenie, za ludzi, dzięki którym takie rekolekcje mogą zaistnieć... Panie katechetki, nauczyciele i rodzice dodawali pomysł do pomysłu, godzinę do godziny, i tak mnożyły się ćwiczenia rekolekcyjne - rekolekcje dla całej szkoły - w różnych grupach wiekowych od godziny 8 -mej rano do godziny 16.30. I kanapki, i herbata. Przez żołądek do miłości. Dużo dzieci i młodzieży przebiegło przez nasz dom katechetyczny. A gdy odjeżdżała młodzież z Liceum Katolickiego, sala dudniła muzyką, śpiewem, tańcem, skakaniem i głośnym klepaniem się po swoich udach. To było szlachetne szaleństwo. Szkoda że Was przy tym nie było, drodzy Czytelnicy. Jak łatwo można zmienić nastrój z ukrzyżowania w zmartwychwstanie. Niech z tegorocznego wielkopostnego przygnębienia wystrzeli na całą Polskę radosny napis "Alleluja! Jezus żyje!" i okrąży wszystkie nasze marzenia.

Ks. Franciszek Kamecki 

2003-11-15