ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 MIŁOŚĆ POZOSTAJE (45 lat kapłaństwa)


Drabiną do nieba 17 V 2009 (10) [428]



    Uśmiechniętym dzieciom, zwłaszcza w obecnym czasie pierwszych komunii, przejęte panie katechetki, zatroskani rodzice, krewni, chrzestni okazują dobroć i serdeczność: patrzcie, jak oni się miłują! Pytamy: dlaczego ta miłość nie rozlewa się nieustannie w całej Polsce?  Co się stało,  skoro politycy napadają słowami na polityków czyli wg Biblii zabijają się (nienawiścią)?  Od 20. lat w ustroju demokracji przeżywamy ścieranie się, jak gdyby prawicy lewej, która żegna się w kościele, z prawicą prawą podobnie również  żegnającą się. Między nimi przepaść i jeszcze płomienie. Taka jest sytuacja polityczno-społeczno-religijna.
    W związku z 45 leciem mojego kapłaństwa i moich 15. żyjących kolegów (17 V 1964 - 17 2009) przypominam sobie i Wam, Czytelnicy, w jakich oto warunkach żyliśmy, żyjemy, pracujemy i kierujemy parafiami. Jak jest niełatwo. W naszych życiorysach mamy ślady całego stulecia - z dwoma wojnami światowymi, które przetoczyły się przez Polskę. Za nami lata komuny i jej ograniczeń oraz 20 lat wolności i obecnej demokracji. Na tym tle widzimy lepiej pierwszeństwo tego, co mówi Pan Jezus: miłujcie się wzajemnie.
    Papież Benedykt XVI powtarza, że Bóg jest ukryty i do nas przychodzi przez miłość. Inaczej - niejako poza miłością - Go nie zobaczymy. Jedynie przez naszą miłość do drugiego i wobec drugiego. Arguello Kiko, charyzmatyczny twórca metody ewangelizacji według drogi neokatechumenalnej, wciąż wskazuje na moc Ducha Świętego i moc miłości. Wg niego “miłość jest światłem” dla świata. Miłość porywa i nawraca.
    Cieszymy się my, starsi kapłani, jeżeli ktoś dzwoni, pisze, e-mailuje:
- Proszę księdza, pamiętam, ksiądz uczył mnie religii, puszczał Niemena, a my analizowaliśmy te piękne piosenki i szukaliśmy zbieżności z Ewangelią, jak jeździliśmy w wakacje pod namioty w Bory Tucholskie, wspominam msza polowe pod sosnami, jak ksiądz udzielał mi ślubu etc. Albo: - Nie mogę księdza legitymować, chodziłem do księdza na religię - mówi policjant z lotnej.  
     Miło nam starym kapłanom, że - jak mówi młodzież - nie daliśmy plamy Kościołowi.
    Pan dr Piotr Lorkowski z Sopotu na swoim blogu wspomina ks. Jerzego Lewandowskiego, który też nie przyniósł wstydu (10 II 2009): “obrazek prowincjonalny, idylliczny. Ks. J., proboszcz w miasteczku N., w Dolinie Dolnej Wisły. Jesień 1975. Cała klasa pierwszaków obowiązkowo koloruje obrazki w zeszycie do religii. A potem śpiewa o  tym, "kto stworzył falujące morze". Nad wszystkim czuwa ks. J., katecheta doskonały. Budzi respekt okazałym wyglądem. Do nauki zachęca łagodnie, żartobliwie, choć stanowczo.  Jasno mówi swoim podopiecznym o brakach w ich pilności, nagradzając, kiedy się poprawią. Gdy skarci urwisa za przeszkadzanie lub spóźnienie (mówił: "spaźnianie"), stara  się go szybko pocieszyć. Przecież za tydzień znowu chce go zobaczyć w gromadce stojących pod starym kasztanem, u drzwi salki stojącej na fundamentach średniowiecznej miejskiej baszty. W oczach parafian: wzorowy, nieposzlakowany kapłan. Skromny człowiek.  Na tę opinię rzetelnie pracuje w dzień powszedni tudzież w święta. Całkiem świeżej daty opracowanie naukowe (...) wydane przez oficynę kościelną, za zezwoleniem itd. Więc nihil obstat. W środku (...) pokaźny artykuł traktujący o agenturalnej działalności ks. J.: destrukcyjnej,  długotrwałej współpracy z SB. (...) Co wobec tych faktów? Niebo w płomieniach? Zgorszenie? Za dużo na to mam lat. (...) jak złamano charakter, tak przecież zdawałoby się prawy. I niemal-pewność, że w tle ukrywa się dramat, o którym archiwa milczą.  Widzę ks. J. po raz ostatni. Siedzi na krześle pod łukiem  murowanej  kościelnej bramy. Patrzy z daleka na procesję Bożego Ciała. Chory, wyniszczony,  za słaby, aby móc w niej pójść. 22 lipca (sic!) 1987, jego długi pogrzeb. Na trumnie,  nigdy przez niego nie noszony, biret kanonika.”

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2009-05-17