ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 OCZEKUJEMY I DZIWIMY SIĘ


Słyszymy opinie, że Kościołowi, papieżowi i Polakom nie zaszkodzi coraz dłuższe oczekiwanie na beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki i Jana Pawła II. Na pewno nie zaszkodzi. Ale ja chciałbym jeszcze za mojego życia odczuć, że kościelne urzędy badające świętość są nie tylko stereotypowe i wg procedur, lecz potrafią się nagle zreformować i uwzględnić to, czego jeszcze nigdy nie  było na taką powszechną skalę, bez niczyjego manipulowania, spontanicznie, z bezinteresownym udziałem mediów: uznanie świętości i wyjątkowości przez tysiące, miliony i miliony ludzi.  My przeżywamy to osobiście wraz z innymi: tę świętość i jej oddziaływanie. Jesteśmy jej autentycznymi świadkami. Nasze świadectwo jest powszechne i niepodważalne,  nie podlegające dyskusji.  
    Wobec tego powszechnie widzianego zjawiska - tej świętości i nas świadków- proceduralne i “urzędnicze” śledzenie dokumentów na ten temat nie poprawi tego faktu powszechnego uznania i pragnienia świętości dla ks. Popiełuszki i Jana Pawła II? Gdzie radość ze świętych? Pytam: odkładając nasz entuzjazm i podziw - o jaką ewangelizacje świata nam chodzi? To, co się stało, jest przecież wielką łaską. Uznanie męczeństwa za wiarę kapelana “Solidarności” będzie wyzwoleniem   naszego podwójnego napięcia  (tamtego podczas ujawnienia mordu ks. Jerzego dokonanego przez tajną milicję i obecnego, kiedy oczekujemy beatyfikacji).
A papieża, skoro cieszy się przywilejem nieomylności w sprawach wiary i obyczajów, nie trzeba badać zbytnio w procesie beatyfikacyjnym. I także są świadkowie jego pokornej i pociągającej świętości w wielu częściach świata. “Santo subito” rozlegało się bezinteresownie wokół śmierci i pogrzebu Jana Pawła II, bardzo spontanicznie, i nadal jest w naszych uszach.
    Powolność i dokładność Kościoła w takich badaniach nazywanych procesami beatyfikacyjnymi nie zawsze jest na miarę naszych oczekiwań. Na pewno nie pasuje do ks. Popiełuszki. A  wobec Jana Pawła II jest ta powolność podejrzana.  Ponieważ ta świętość od razu była i rośnie z dnia na dzień.     Wypowiadam się jak współwinny widz. Jako ten świadek - jeden z wielu tysięcy i milionów - który na razie ma zdrowe zmysły i odbiera rzeczywistość, jaka jest. Na co jeszcze inni świadkowie? Po co? My już dzisiaj modlimy się za przyczyną ks. Jerzego i Jana Pawła II. Kult istnieje i ma zasięg światowy. Czekamy, jak gdyby zacięły się młyny Kościoła. Zawsze te młyny mielą powoli. Jednakże teraz powszechność faktów jest zwielokrotniona. Nic nie może nas oderwać o wyjątkowości prześladowania i męczeństwa ks. Jerzego, który “‘zło dobrem zwyciężał”.  Nic nie może osłabić opatrznościowego pontyfikatu Jana Pawła II, jego cierpienia, choroby i śmierci.

KS. FRANCISZEK KAMECKI   

2008-11-16