ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 NIEZGODA NISZCZY POLSKĘ



Drabiną do nieba 19 X 2008 (21) [413]

    Po słynnych czerwcowych wyborach w r. 1989, po rocznej prezydenturze gen. Jaruzelskiego, w czasie 5. letniej prezydentury pana Lecha Wałęsy (narzekanie bezcelowe, bo nie było lepszego kandydata, pan Mazowiecki odpadł w I turze, Wałęsa musiał ratować honor Polski w II turze przed niejakim Tymińskim) zaczęła się demokracja, ponoć dyktatorska, kontrowersyjna,  jednak w wolności, bez cenzury, bez wojsk radzieckich  - wg maksymy “jestem za, a nawet przeciw”. I  okazało sie szybko, że jesteśmy mocno skłóceni.  Wojna na górze. I wojna na dole. Nie tylko pan Wałęsa pożegnał braci Kaczyńskich, z którymi wcześniej się przyjaźnił,  i coś tam niedobrego powiedział o autorytetach, którzy przecież w tamtym okresie rewolucyjnym nie byli zbyt mocni w doradzaniu, byli za wolni, za ostrożni, nie mieli recepty na zmiany. Do dziś, nie wiadomo w imię czego i według jakich kryteriów, jako niezadowoleni krytykują walecznego Wałęsę, a sami, chociaż bardzo wykształceni, nie potrafią załagodzić teraźniejszej gorączkowości politycznej, nie mają pomysłu na lepszą Polskę, a jeśli mają, w sejmie nie mogą przegłosować albo prezydent wetuje.
    Obecne skłócenie nie jest z udziałem pana Wałęsy. Od jego prezydentury mija prawie 13 lat. Inna jest wojna na górze. Pan Jarosław Kaczyński śmiertelnie rozszedł się z wiecznym przyjacielem Dornem, o którym mówiono “trzeci bliźniak” z panami Kaczyńskimi. Zatem kto teraz rozrabia politycznie? To ci najwyżsi z PiS, którzy niedawno przerzucali na siebie publicznie jakieś zobowiązania o alimenty z poprzednich małżeństw. Ile w tym błysku o odnowie moralnej IV RP? Panowie, dajcie sobie spokój z politycznym apostolstwem.
    Przykre to, że z takich prawicowych katolików składają się nasze parafie. Z wieloma postawami i opcjami politycznymi. Jedni księża wypowiadają się o nich, wskazując jakąś drogę, inni milczą. Politykę przeplata się słowami zmarłego papieża. Liczne partie, lepsze, gorsze, łagodne i często radykalne, z przyjaźni zapraszają proboszcza lub nie. Nie gniewamy się ani na takich, ani na owakich. Mówię nieraz: drodzy parafianie, rozumnie działajcie, wchodźcie do samorządów.  
    Niestety, skłócenie trwa. Brak zjednoczenia. Czuje się podskórny przypływ złości i odrobiny nienawiści. To już coś odległego od Ewangelii. Przywódców solidarnościowych zastępują postkomuniści, potem znów prawicowi wracają, powtórnie postkomuniści. Postkomuniści byli najdłużej prezydentami Polski, bo aż 11 lat (10 lat Kwaśniewski, 1 rok Jaruzelski) na 19 lat istnienia naszej demokracji.  Tak Polacy wybierali. I tak wybierają nadal. Jedni są za tym, inni za tamtym, za trzecim albo za żadnym. I jeszcze inne podziały widać. Są za Radiem Maryja i przeciw.
Za “Naszym Dziennikiem” zachwalanym wniebogłosy podczas rejonowego spotkania róż różańcowych w Kamieniu Krajeńskim) lub przeciw. Za “Niedzielą”, trochę przeciw “Gościowi Niedzielnemu”, zupełnie przeciw “Tygodnikowi Powszechnemu”. Skłócenie raczej narasta, mimo że prawie 10 milionów co niedziela w 10100. polskich parafiach wykonuje znak pokoju wobec sąsiada.  Czy Słowo Boże z tegorocznego Synodu w Rzymie zakrzyknie na skłóconych słuchaczy?   
                       
KS. FRANCISZEK KAMECKI

2008-10-19