ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 MIĘDZY ZŁOŚCIĄ A UŚMIECHEM


Drabiną do nieba 29 VI 2008 (13) [405]

Od kilkunastu dni dzieją się w Polsce rzeczy wielkie, cudowne, także małe, średnie, głupie, śmieszne, groźne. Na górze politycznej co chwila wybucha wściekła eksplozja słów, a u nas, na dole -  ciszej. Już  wakacje, gwar przeplatany odgłosami kopanej piłki. Tam, u góry,  żarłoczne dinozaury, a tutaj, na dole, potulny kot spacerujący  w ogrodzie. Tam złość, a tutaj uśmiech dziecka.
    Towarzyszył nam upowszechniony zachwyt i zaduma wokół pogrzeby złotej siatkarki i pięknej kobiety Agaty Mróz, chorej na białaczkę, która krótko przed śmiercią urodziła  córeczkę i zostawiła testament: „Jestem szczęśliwa, odchodzę spełniona”. Mąż jej: ”Ja nie pytam Boga, dlaczego zabrał mi Agatę. Ja Mu dziękuję dzisiaj za to, że postawił ją na mojej drodze, że mogłem z nią być, dzielić z nią najwspanialsze chwile mojego życia, że obdarzył nas córką”. Nie przyjął pośmiertnie Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski dla Agaty, który przyznał prezydent Polski. Pewnie miał już dość wrzawy medialnej wokół śmierci swej żony (pisze pani Monika Olenik, Dziennik).  Ks. Boniecki zasugerował w wywiadzie możliwość beatyfikacji Agaty. Tak się  wspaniale zachowała  Agata – jak święta.  Ale złośliwcy wygarnęli skądś  rozbieraną jej sesję fotograficzną dla męskiego  magazynu.. Najdziwniej  (często w mediach jakby się na wszystkim znał) dziennikarz Rafał Zienkiewicz uznał gest męża Agaty o rezygnacji z Orderu prezydenckiego jako gest politycznej demonstracji. Kuriozalne, iż wytacza takie przemyślenia polityczne w momencie żałoby i łez w rodzinie Agaty (komentuje  M.Olenik).   
    W czasie europejskich mistrzostw piłkarskich wrzała część Polski, nie tylko z powodu nadziei, która opadała i zamieniła się ostatecznie w rozczarowanie. Atmosferę sportową podgrzewały media, optymizm o polskiej piłce był po prostu montowanym oszustwem. Prawda stała się naga. Byliśmy gorsi. Wolniejsi. Mniej zgrani. Nie trafiający do bramki. Jedynie Artur Boruc był wspaniały i uratował nas od wielu goli. Tymczasem niefortunne wypowiedzi polityków zdziwiły wielu.  J. Żakowski nazwał pana prezydenta podwórkowym patriotą za to,  jakoby najlepiej  znał  się na dyktowaniu rzutów karnych (GW 16 VI 2008). Przebił go  pan premier w futbolowym patriotyzmie i euforii, iż chciał sędziego zabić. Żałośnie skończyły się dla nas mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Rozpędzona i nadmuchana atmosfera przed mistrzostwami i aż do meczu z Chorwacją, niestety, wyszła z nas jak z wielkiego balonu nad Polską. Jesteśmy teraz flakiem wiszącym nad stadionami. 
    Co jeszcze? Wiele się dzieje. Szef SLD chce ochrony dla ateistów w Polsce, bo są niby zagrożeni. Od kiedy? W jakich miejscach?   W takiej parafii, jak moja, nie widać takiego problemu. SLD chce spowodować,  aby prezydent nie mógł chodzić na msze św.  O, głupoto! 
    I jeszcze wielu z opozycji politycznej , z prezydentem na czele, chce zniszczyć imię Lecha Wałęsy, podejrzewając go o słabości wobec SB, że był agentem, oceniając go też za to, że był słabym prezydentem. Szkoda, że dziennikarze i politycy nie mogą głębiej wejść w minione zdarzenia.  Przecież Lech Wałęsa był jedynym  możliwym kandydatem na prezydenta!!!  I nie mieliśmy innego. Inni odpadli wcześniej. „Nie chcę ale muszę”. Był jedynym (bo p. Tadeusz Mazowiecki przepadł w I turze wyborów). I to trzeba pamiętać. Był jedynym, który nas uchronił od katastrofy i ośmieszenia w całym świecie. Stanowił w II turze jedyną przeszkodę dla Tymińskiego, aby tamten nie został prezydentem. Jeżeli był jedynym, to znaczy że taka była dziejowa sytuacja historyczna. Tertium non datur. I po co rozmyślać o tym, co by było, gdyby było, jeżeli nie było... Nie było nas stać na innego prezydenta w tamtej chwili dziejowej. Ot, taka jest prawda historyczna. Narzekanie, że był słaby, niczego nie wyjaśnia.  Wielu było wówczas słabych jak nasza drużyna piłkarska, a on był jak taki Boruc, rzucając się na wszystkie strony. Cała klasa polityczna była wówczas słaba.  Jak głosowałaś wtedy, jak głosowałeś wówczas?  I po co dzisiaj te dyrdymały? 
    Wściekłość  nad Polską wnet rozpadnie się i chyba runą skrzydła i pióra niezdolnych do przebaczenia i miłości. Niech wakacje rozpędzą złowrogie myśli, uparte pięści i czerwone od gniewu twarze. Radośni ministranci rozegrali mecz na stadionie LZS Wisła w Grucznie z ministrantami z parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Świeciu.. Uśmiechajmy się z dziećmi i wakacyjnymi turystami. Niech dzieci przyniosą nam niespodzianki i cuda tego świata.  Niech wszystkie dzieci spróbują rozegrać mecze między lasem a jeziorem, między morzem a górami, między ziemią a niebem. Aniele Stróżu, bądź z nami!                       

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2008-06-29