ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 STARZY W KOŚCIELE


Drabiną do nieba 29 I 2017 (3) [701]

     Myślę, że my starzy jeszcze jesteśmy potrzebni do całości widzenia świata. Choć wielu nas skreśla. Dzisiaj - według badań - widać pewne uprzedzenia młodych osób do starych ludzi. Wykorzystując test przymiotników - pytając młodych o określenie swoich dziadków za pomocą kilku przymiotników, otrzymujemy zazwyczaj przymiotniki z pozytywnym wydźwiękiem. Takie na ogół: „ciepły”, „opiekuńczy”, „wspierający” ... Ale gdy chodzi o słowa określające seniorów jako grupę społeczną, wyniki są zupełnie odwrotne. Wypisuje się takie przymiotniki, jak „zrzędliwy”, „człapiący”, „żądający pomocy”. Takie testy świadczy, że w kontakcie z konkretnymi osobami starszymi, bliskimi, patrzymy na tę grupę społeczną w sposób realny. Jeżeli nie mamy kontaktu ze starszymi generacjami, postrzegamy je w sposób stereotypowy - źle.

     Widzenie starego człowieka jako kogoś bez aktywności społecznej jest od lat stereotypem. Z badania (5 lat temu), dotąd jedynych, wynika bardzo optymistyczna wiedza o seniorach: są coraz bardziej aktywni ruchowo i coraz zdrowsi, a także coraz bardziej zdrowotnie siebie świadomi – komentował Przemysław Wilczyński (Tygodnik Powszechny). Odpychanie starych od aktywności społecznej od lat jest naszą bolączką. Nie rozumiemy starości. Uważamy to za błąd ludzkości lub Pana Boga. A ta starość szybko się zmienia na lepsze. Jakże wspaniałe i piękne są babcie i prababcie .Szkoda, że tylko 10 % osób w tej grupie wiekowej wychodzi poza kręgi rodzinne z aktywnością.

     A ilu księży rezydentów wychodzi z aktywnością poza krąg swojego ostatniego zamieszkania i ostatniej pracy? Raczej przełożeni nie życzą sobie tego. Przecież to najmniej badana grupa społeczna. O tajemnicy wiary u starych księży wiemy mało, a jeszcze mniej o tajemnicy ich starości.

      Piotr Fronczewski (70 l.) pożegnał ukochaną mamę, która zmarła w wieku 104 lat. W ostatnich latach opiekował się wiekową mamą i traktował to jak rekolekcje. Niestety, kiedy zmarła, te rekolekcje się skończyły, Była najważniejszą kobietą w życiu aktora. Kiedy odchodziła Bogna Fronczewska syn Piotr bardzo to przeżywał. Mama od sześciu lat mieszkała z nim i jego żoną Ewą. Aktor wspomina matkę niezwykle ciepło, w dzieciństwie zawsze stawała w jego obronie.

    - Do dziś pamiętam jej sukienki i spódnice, których się trzymałem. Była dla mnie kimś czułym, delikatnym, subtelnym. Ufałem jej bezgranicznie i to się właściwie nie zmieniło. To chyba jedyna osoba na świecie, której nigdy nie okłamałem - mówił w ostatnim wywiadzie rzece "Ja, Fronczewski".  Pani Bogna bardzo długo cieszyła się doskonałą kondycją. Do syna zdecydowała się przeprowadzić dopiero, kiedy w wieku 98 lat, po złamaniu nogi, potrzebowała rehabilitacji i opieki. Aktorowi nawet do głowy nie przyszło, żeby ją oddać do domu spokojnej starości.

      - Mama jest z nami, jest tak, jak powinno być - mówił wtedy.   Początkowo aktor obawiał się, że zajmowanie się osobą dobiegającą setki go przerośnie.
-Bardzo się bałem, ale cieszę się, że nie zrejterowałem, że nie ominąłem tego ważnego etapu w moim życiu. To są rekolekcje, jakich nie doświadczymy w żadnym kościele - podkreślał Piotr.  Nie ukrywał też, że bez pomocy żony Ewy, z którą jest związany od ponad 40 lat, nie poradziłby sobie. Tak, jak oni nie poradziliby sobie bez babci w wychowaniu dwóch córek, Magdaleny i Katarzyny.  To jest niezwykłe i cenne doświadczenie. Kiedy rano pomagam jej usiąść, podaję śniadanie, przytulam na dzień dobry. To jest stan, którego nie potrafię opisać. Trzymając ją w ramionach, mam przecież świadomość, że wziąłem się z niej. Dalej nie ma już słów. Jest tylko bliskość - opowiadał. - Dziś spłacam dług za jej dobroć, poświęcenie, za te wszystkie lata, gdy była dla mnie oparciem. Starałem się jej nigdy nie zawieść, chociaż nie zawsze mi się udawało - mówił z czułością o mamie Fronczewski.

      Obecny na pogrzebie mojej mamy Cecylii w Cekcynie ś. p. ks. biskup prof. dr hab. Jan Bernard Szlaga poklepał mnie w restauracji „Cis” i powiedział mi z uśmiechem: Franek, teraz jesteś dopiero dorosły, gdy rodzice przeszli do wieczności, bo nie ma kto zwracać ci uwag i dawać wskazówek Mój ojciec Feliks zmarł 40 lat temu, a matka Cecylia 20 lat temu. Zmarłych wspominajmy, a żyjących starych ludzi szanujmy.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2017-01-29