ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 NASZA MŁODZIEŻ KOCHANA (I)


Drabiną do nieba 9 VI 2013 (12) [527]

       Może czytający ten felieton będą niezadowoleni, bo my uwielbiamy młodzież, my ją kochamy, z optymizmem patrzymy na jej rozwój. Chociaż nierzadko daje nam ona „popalić” i stwarza sytuacje konfliktowe. Mało kto o nastolatkach w gimnazjum wie więcej niż my, którzy od wielu lat organizujemy dla nich 3 - 4 dniowe biwaki w parafii, zawsze z jednodniowym wyjazdem do jakiegoś sanktuarium lub do parku wodnego albo czasem przebywając z całym biwakiem poza parafią np w Żarnowcu. Na biwakach przebywa cały rocznik młodzieży przygotowujący się do bierzmowania (bo to wciąż katolicyzm masowy, niestety , różni młodzi ludzie, spokojni, nadpobudliwi, kulturalne dziewczynki i słabe psychicznie, rozklejone, zabeczane, bardzo religijni ze średnią wiedzy ponad 5 oraz tacy poniżej 1. Tacy, którzy jedzą kabaretowo, bo nie umieją trzymać widelca i noża w restauracji przy stole (mama ich nie nauczyła). Trzaskając drzwiami, aby szybka wypadła lub uderzając krzesłem o podłogę aż do rozwalenia. Po każdym biwaku są połamane krzesła lub zarwane łóżka. Rodziców to nie interesuje. Po co ksiądz to robi? Zdarza się, że dziecko po raz pierwszy jest parę dni i nocy poza domem. Taka szkoła życia jest mu potrzebna. A my jeszcze dodajemy to tego argumentację religijną: „Gdzie dwaj lub trzej są zgromadzeni w imię moje” - mówi Jezus - „po tym poznają, żeście uczniami moim...”, „ miłujcie się wzajemnie, tak jak ja was umiłowałem”. Biwak jest okazją do sprawdzania swojej relacji do bliźniego. Czy go akceptuję, szanuję, znoszę jego wady? Czy widzę w nim obraz Boga? Czy umiem mu powiedzieć, że jest niemiły, bo to, bo tamto źle robi... A nie od razu przy najdrobniejszym konflikcie między sobą, że „ty taka i owaka...i jeszcze gorzej” - ona komórką dzwoni do matki, że ma dość, że chce do domu, a ma 16 lat i nie potrafi znosić trudów życia biwakowego, płacze jak smarkaty przedszkolak. Jakże potem będzie znosić trudniejsze życiowe problemy? Albo - na początku biwaku trzeba kasować tostery, garnki, przedłużacze, bo młodzież nie potrafi być razem ze wszystkimi i z nimi jeść do syta, lecz chciałaby sobie odrębnie coś gotować, jakie zupki, piec zapiekanki itp. Ja byłem całe życie uczony, że zjada się to, co podają (od 14 roku życia byłem w internacie). Albo po kąpieli w parku wodnym jemy u McDonalds’a w Chojnicach frytki, colę i lody (wszystko opłaca parafia, to też nasza działalność charytatywna, prosimy w regulaminie dla rodziców, aby młodzi na biwaku nie mieli ze sobą żadnych pieniędzy). Razem jesteśmy i to razem chcemy przeżywać. Tymczasem zawsze znajdzie się kilku, którzy dodatkowo sobie kupują. Po co? Aby zniszczyć nasz program wychowawczy. Aby pokazać swój egoizm wobec naszego altruizmu. Rodzice wyposażając syna lub córkę w pieniądze uczestniczą w tym egoizmie. Mówię tym kupującym: jeżeli masz pieniądze, kup wszystkim, każdej i każdemu. Wtedy jesteś moralnie w porządku. Inaczej występujesz przeciwko naszej wspólnocie, którą tutaj na biwaku budujemy. Tak trudno z relacją do bliźniego, który jest obok, a cóż dopiero z relacją do Pana Boga, który jest ukryty?

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2013-06-09