ewangelizacja.net

Felietony > Archiwum felietonów
wtorek, 23 kwiecień 2019 roku

 Sen proboszcza


Miałem sen.
Zatelefonował do mnie Pan Jezus.
Pytał się, jaka jest w Polsce pogoda. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Bo czy chodziło o pogodę dla bogaczy, czy o pogodę taką w przyrodzie np. deszcz, słońce, spadek ciśnienia... Jednak chodziło Mu o pogodę w znaczeniu duchowym, o kondycję polskiego społeczeństwa. Czy ludzie są źle, pesymistycznie czarno i narzekająco nastawienie na jutro, i na pojutrze, czy optymistycznie widzą przyszłość? I czy widzą coś Bożego na horyzoncie, coś obiecanego z nadzieją i zmartwychwstaniem? Czy przeczuwają, że niejasne i niepewne zamieni się w jasne i pewne, w radość nieprzerywaną żadnym strachem i głupstwem?
- Nie wiem, Panie Jezu. Obawiam się, że ludzie wątpią, rozpaczają, nie przeżywają obietnicy radości po śmierci. Nie wierzą do końca, że ich jedno życie zamieni się w pełnię życia.
- Pomnożyłem liczbę świętych Franciszków, jak wiesz, 13 maja br. pastuszek Franciszek z Fatimy z Hiacyntą zostali ogłoszeni błogosławionymi, bo cierpieli dla mnie i za grzeszników. Modlili się serdecznie.
- Ale, Panie, nikt dziś z rodziców nie chce swojemu synkowi nadać imienia Franciszek. Może matkom spodoba się Hiacynta. Ale Franciszki to niemodne imiona.
- Na idź za modą. Nieważne, co ludziom się podoba, ale co Bogu się podoba.
- A co się Bogu podoba we mnie, Panie?
- W tobie podobają mi się najbardziej twoje chore nogi. Będę czasem łagodził bóle twoich nóg. Nie martw się, jeszcze musisz pocierpieć trochę, bo wiele jest do nawrócenia w twojej parafii. Czy jesteś gotowy dać wszystko za nawrócenie twoich parafian?
- Tak, tak, Panie, zgadzam się, jeżeli taka Twoja wola. Chcę dać swoje cierpienie, i nieudolność, i swoją bezradność, i niemożność, którą muszą znosić moi parafianie. Chcę dać wszystko, bylebym jedną lub dwie, trzy rodziny więcej mógł zobaczyć w każdą niedzielę na Najświętszej Eucharystii. Niech mam coraz gorzej w życiu, byleby - i oby - tylko z tego powodu inni mieli lepiej i bardziej szanowali Boga, imię Boże, święte czasy niedziel i świąt, aby przykazania nosili w sercach i głowach. Niech wielkodusznie sobie przebaczają codziennie przed zachodem słońca. Niech mniej się zwracają do telewizora, a więcej ku sobie nawzajem z uśmiechem, rozmową, dialogiem małżeńskim...

I obudziłem się w środku nocy. Spocony. I przekonany, że to nie był wcale sen. Wstałem i pobiegłem do telefonu. Słuchawka była ciepła. Może tej nocy przyśni mi się jeszcze coś np. drabina Jakuba z siedzącymi na niej aniołami, czekającymi na koniec roku szkolnego.

Ks. Franciszek Kamecki 

2003-10-15