ewangelizacja.net

Felietony > Archiwum felietonów
wtorek, 23 kwiecień 2019 roku

 Z podziwu w zdziwienie


Od dawna uczymy się przyjmowania tego, co nowe w Kościele i w świecie. Zakończony w grudniu 1965 r. Sobór Watykański II jest nieustannym pobudzeniem. Jego postulaty są dla mnie nakazem. Bo przecież aż prawie 3000 biskupów z całego świata pytało wówczas w Rzymie i znalazło odpowiedź, czym (kim) jest dzisiaj Kościół i co ma robić. Połykałem wiadomości soborowe w "Tygodniku Powszechnym". Czytałem książki Znaku w serii "Kościół epoki dialogu". Dialog bowiem jest właściwą postawą Kościoła wobec ludzi i wobec współczesności. I umiar. Nie gwałtowny odruch św. Piotra z mieczem, który chciał łatwo i szybko załatwić sprawę Jezusa, odcinając Malchusowi ucho. Pan Jezus rozkazał schować miecz do pochwy. I ten rozkaz Jezusowy obowiązuje nadal wszystkich wierzących. Schowaj miecz, schowaj rewolwer, schowaj szubienicę, schowaj piętnowanie, schowaj atak, schowaj agresję. Nie poniżaj bliźniego. Nie idź groźnie na bliźniego. Wybacz. Okaż miłosierdzie. Miłuj nieprzyjaciół.

Ojciec święty często objaśnia Sobór i zachęca katolików do rachunku sumienia. Uważa za zło stosowanie przemocy w ewangelizacji. Niedawno Rzym wydał bardzo poważny dokument w obronie naszych starszych braci w wierze - Żydów, wobec których chrześcijanie nie zawsze byli dobrzy. Antysemityzm to grzech. Warto wyzwolić się z grzechu. Nawrócić się. Odnową duchową trzeba objąć jak najwięcej ludzi. Jak najserdeczniej należy witać wszelką gotowość do zmiany i próbę zrzucenia starego człowieka, aby ubrać się w nowego (nie tylko od święta).

W naszym domu katechetycznym z radością przyjmujemy grupy, które poprzez rekolekcje czy w inny sposób pragną odnowić się duchowo. Czasem nasz podziw dla przyjeżdżających jest bardzo wielki. Czasem mniejszy. Bo przyjeżdżający - niby mówią, że są pokorni, że zadowolą się skromnym posiłkiem, ogrzanym pokojem i ciepłą wodą - a stawiają potem wymagania, tak jakbyśmy byli winni, że nasz dom katechetyczny nie jest jeszcze odpowiedni. Przecież wszystkie siły w niego wkładamy. Trochę roboty chcemy zostawić następnym pokoleniom. Niekiedy rekolekcyjni goście woleliby po prostu tylko u nas być, pielęgnować wiarę, katechizować, modlić się, duchowo rosnąć, bez żadnego udziału w rozdawaniu jedzenia i obmywaniu naczyń. Nie chcieliby posprzątać ani wyczyścić po sobie ubikacji i pryszniców. Mówią: proszę księdza, nam szkoda czasu na sprzątanie, my mamy mocny program i wypełniony, my możemy zapłacić (wymuszam zawsze, aby mieli komplet pościeli lub własny śpiwór). Chcieliby z nas zrobić niewolników, którzy będą najjaśniejszym paniom i panom pokornie służyć. (Mówi się popularnie: dać wikt i opierunek, czyścić kible, korytarze, zbierać pojemniczki od jugurtów i innych "dogodzeń" wyrzucanych przez okna na ogród). Tymczasem ja inaczej rozumiem teologię życia codziennego. Te rekolekcje są przeważnie od piątku do niedzieli. W niedziele nie powinien nikt pracować ponad potrzeby. A i w soboty wielu ma wolne. Zatem demokratycznie: wszyscy powinniśmy rozkładać jedzenie i zmywać. Takie są motywy wiary i niedzielnego świętowania. Rodziny Kościoła Domowego (w ruchu oazowym Światło-Życie) znakomicie same sprzątają, czyszczą, obsługują się i jest dobra z nimi współpraca. Mają animatorów do wszystkiego. Jest u nich podzial ról, funkcji i służb. Szczycą się zorganizowaną diakonią czyli służeniem. Jest to ta idea Jezusa, który bierze miednicę, ręcznik i umywa uczniom nogi. Podobnie czynią grupy, z którymi przyjeżdżają księża oazowicze. Ale zdarzają się inne grupy, które wolałyby nic nie robić, a jedynie rozmyślać.

Czasem podziw słabnie dla przyjeżdżających, zwłaszcza jeżeli u nas wieczna adoracja. Przez parafian jest Pan Jezus wielbiony w Najświętszym Sakramencie Eucharystii w kościele przez całą dobę, a przyjezdna grupa osobno męczy Jezusa w piwnicy domu katechetycznego. I nie zaplanuje sobie choćby jednej godziny adoracji w kościele.
- I co? Dobrze? - pytam się.
- Świetnie, proszę księdza.
- Ja nie lubię księdza. - mówi dziecko.
- A chodzisz na mszę niedzielną w swojej parafii i widzisz tam księdza?
- Ja mam prezbitera. U nas nie ma mszy św., lecz jest Eucharystia.
Pomyślałem: acha, jakaś nowsza inkulturacja. Wierzyłem, że inkulturacja to wcielanie się w kultury i przyjmowanie z nich tego, co tam jest dobre. Czy jest możliwy rozwój życia religijnego w Polsce poza polską kulturą? Oto jest pytanie dla nowych ruchów i wspólnot. Jeżeli teza rzymskiej instrukcji o inkulturacji i papieskie wypowiedzi o kulturze są słuszne, to wydaje się, iż niektóre grupy i wspólnoty izolujące się od kultury nie odegrają ewangelizacyjnej roli w naszym katolicyźmie. Szczęść Boże wszystkim grupom i wspólnotom religijnym! Także wakacyjnym grupom dzieci i młodzieży w lasach i nad jeziorami!

Ks. Franciszek Kamecki

2001-08-30