ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 NASZE MORZE


Drabiną do nieba 21 VIII 2011 (17) [481]

   Udało się nam przeżyć wakacje jako bardzo zajęty czas. Pasjonuje mnie praca z młodzieżą. Od najmłodszych lat wikariuszowskich - wyjeżdżając w góry, do Krakowa czy Warszawy podczas urlopów - zabierałem zawsze 5 lub 6 osób, aby wspólnie zwiedzać i rozmawiać, szykując tanie jedzenie poza restauracjami. Obserwowałem młodzież, słuchałem ich marzeń i pragnień. W ich śmiałość i nieporadność, w ich emocje i nijakość, w ich wiarę i niewiarę wrzucałem tematykę o wartościach, o Bogu, o Jezusie jako niedościgłym autorytecie i wiarygodnym Zbawicielu. Chętnie niejeden raz jeszcze zorganizuję wyjazd z młodzieżą (mimo przekroczonej 70. tki) i poświęcę im swoje pieniądze, jednak pod warunkiem, jeżeli pojedzie co najmniej 30 osób lub więcej. Dla mnie nie jest to ani trudne, ani wątpliwe. Przeciwnie: być razem to znacząca wartość chrześcijańska. Być razem w postawie pokojowej i łagodnej, radosnej i optymistycznej. Nie lubię machania szabelką ani śpiewów patriotyczno wojennych (takich przedwojennych, w których z Najświętszą Panienką „idzie się na bój”, idzie się „z przyłbicą”, idzie się po „krew” (Episkopat mógłby wycofać te piosenki z ewangelizacji, bo propagują fałszywy model człowieka i nastroje przeciwne Ewangelii, wojenne). Osobiście wolę wysilać się z większą grupą. Paru osobom mogę poświęcić 10 lub 15 minut. Nie mogę rozdrabniać się, skoro doświadczamy katolicyzmu masowego w Polsce. Wiem, wiem, powiecie mi, przyjaciele, ,że mam opuścić 99 owiec i pójść za tą setną, zagubioną, bo taka jest przypowieść Jezusa. Tak, tak, ale Jezus gromadził wielu. Stanowczo kazał uczniom, aby dali jeść tysiącom. Prosił: niech usiądą na trawie. Nie odesłał ich w pioruny. Rozmnożył chleb i ryby dla wszystkich. I ja tak czuję, że jestem dla wszystkich w parafii, a nie dla kilku. Nie dla siebie. Chcę tracić dla Jezusa.Tracę, aby mieć więcej ludzi, więcej domów, samochodów, więcej sensu i szczęścia.

    Akurat wróciliśmy z 4.dniowego biwaku nad morzem (47 osób, klasa II gimnazjum). Kąpałem się 5 razy w morzu i dwa razy nad jeziorami. Po drodze akwedukt w Legbądzie, jezioro w Wielu, skansen w Szymbarku (z taką wspaniały ideą: aby gromadzić w jednym miejscu tęsknoty Polaków z całego świata, dlatego tam oryginalny dom Sybiraka, dwa domy z Turcji, traper - dom z Kanady i inne, najdłuższa deska, największy fortepian świata - 12 metrów długi etc). Bunkier Gryfa Pomorskiego. I sławny dom do góry nogami, wewnątrz którego tracimy równowagę. To metafora tworzonego i ludzkiego świata, w którym wywraca się wartości, myli się początek z końcem, przyczynę ze skutkiem, więc gubimy normalność, kierunek i sens. Potem w Żarnowcu nasza baza noclegowa (w szkole). Msze w zabytkowym kościele. 6 km Dębki - i plaża, i morze. Tam byliśmy dwukrotnie, 19 lipca cały dzień na plaży w słońcu i w morzu prawie bez fal, bezwietrznie (z jedzeniem i piciem). Msza w Gniewinie, gdzie znajduje się kompleks sportowy z hotelem, odnową biologiczną, stadionem i boiskami na euro 2012. I rejs po Jeziorze Żarnowieckim. W ostatnim dniu Gdańsk, rejs po Motławie i na Westerplatte, kolacja w Subkowach (w nowym domu Jana Pawła II u mojego brata, też księdza i proboszcza). I kąpiel wieczorna w Decznie k. Świecia. I do widzenia i z Panem Bogiem.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2011-08-21