ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 RADOŚĆ ZE SŁOWA (I)


Drabiną do nieba 12 XII 2010 (25) [463]

   Eliasz napisał o smutku tych z okopów prawa i sprawiedliwości, o ich złości. Słuszny postulat, aby w zachowania katolika wprowadzić więcej uśmiechu.

   Pamiętam wybory parlamentarne sprzed 3 lat, kiedy pan premier Donald Tusk z uśmiechem i ze słowami o miłości kończył przemówienie, co opozycja przyjęła z drwiną. Pomyślałem: co to za wrogie postawy wobec bliźniego? Po raz pierwszy taka deklaracja o miłości pojawiła się publicznie i od razu niesmak.

W początkach lat 90. XX wieku wyrażano niezadowolenie z pana prezydenta Lecha Wałęsy i palono jego kukłę przed prezydencką siedzibą, czemu liderowali panowie Kaczyńscy. Dopóki nie ma - poza panem prezydentem Lechem Wałęsą - innego dominującego i lepszego lidera (według naszego światopoglądu i postawy moralnej), nie należy niszczyć lidera, lecz mu pomagać, aby przetrwał. Nie należało go osłabiać. Elity nie miały racji (ani nawet pan Adam Michnik) i nie miały wyczucia ani popularnego węchu i nosa, kiedy postawiły pana Tadeusza Mazowieckiego jako kandydata na prezydenta. Mazowiecki odpadł w I turze, a Wałęsa musiał sam wojować z niejakim nieznanym nikomu Tymińskim w II turze wyborów prezydenckich. Znamy słynne „nie chcem ale muszę”.    Ten fakt trzeba nieustannie przypominać. Bo wtedy już był ten podział na prawicę i na drugą prawicę. I w czasie prezydentury pana Wałęsy przeciwnicy prawicowi - część mądralińskiej elity - stanowczo pracowali nad wyeliminowaniem Wałęsy. I udało im się. Bo w następnych wyborach (po 5. latach) w II turze nieznacznie z panem Wałęsą wygrał pan Aleksander Kwaśniewski - nowy prezydent, lewicowiec, ateista. Pan Kaczyński cieszył z tego wyniku wyborów (proszę zajrzeć do starych gazet). I przez 10 lat prawica została odsunięta od prezydentury. Czyż to nie ironia losu i historii? Przecież mogłoby się wszystko potoczyć inaczej. Laickiemu prezydentowi dano pierwszeństwo, a nie słowom wierzącego prezydenta. To umocniło lewicę we wszystkich strukturach. I nie wypomina się jej szkodliwej przeszłości ani PZPR. A sumiennie tropi się jakiekolwiek uchybienia polityczne katolików i duchownych w przeszłości. Demaskuje się jedną czy drugą niejasną sytuację z UB czy SB. Dzieli się na kryształowych i zabrudzonych. Te podziały nie przemijają. Rozbita jest świadomość katolika. Dziennikarze katoliccy tego nie uleczą, bo sami diabelnie agresywni w wypowiedziach i kłótniach telewizyjnych, z czego nie wynika żadna prawda religijna, lecz złość - co podobne do złości w filmie „Żegnaj Laleczko” (w internecie), który pokazuje wystrzelenie pomnika Jezusa Króla w Świebodzinie jak rakietę, satelitę oblatującą planetę.

   Jak wobec takich słów i zachowań destrukcyjnych przyjąć słowo stwórcze - słowo od Boga? Oto pytanie nie tylko adwentowe. Benedykt XVI - jako znawca muzyki, uwielbiając śpiew gregoriański, grając często na fortepianie - w nowej adhortacji posynodalnej ”Verbum Domini” rysuje obraz słów, wielość tychże (m. in. od słowa stworzenia począwszy, poprzez proroków i pisarzy chrześcijańskich) - czuje muzykę, symfonię słów całego wszechświata, w których pojawia się w pewnym momencie solowy instrument, śpiew, dominujący motyw, który nadaje sens całości - i tym motywem solowym i odrębnym w historii jest Jezus. Jezus jest Słowem - Logosem - od początku, jest u Boga i Bogiem jest Słowo. Dominuje nad wszystkim, wszystko ma w Nim istnienie.

   W obecnym czasie próbujemy to Słowo usłyszeć i przyjąć jak Maryja. I rozważać, i wielbić.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2010-12-12