ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 O WYCHOWANIU


Drabiną do nieba 5 IX 2010 (18) [456]

    Co widać wokół?  Liczba nauczycieli w Polsce spada (poniżej 600 tysięcy). Niż demograficzny odchudza szkoły i klasy. Krótkotrwały wyż zapełni jeszcze raz szkoły, a potem znowu gwałtownie będzie spadać liczba urodzeń. Prawdopodobnie katolicki naród - jak to się mówi - słabnie w miłości do dzieci. Powiększać się będzie liczba emerytów, których jest już 5 milionów, do których zaliczam się także.  Mniej dzieci, więcej starych ludzi - oto ogólny obraz społeczeństwa i każdej polskiej parafii.

   Ambitne placówki oświatowe  zgłaszają zapotrzebowanie na nauczycieli różnych specjalności. Najczęściej potrzebują nowych nauczycieli na kilka godzin w tygodniu, co nie zadowala takich, którzy chcieliby robić równocześnie awans zawodowy.

   Ponoć niełatwo znaleźć dobrego nauczyciela. Jaki jest ideał? W Warszawie wymaga się do pracy z dziećmi przedszkolnymi dobrego wyglądu: koniecznie kolorowy strój, bo dzieci boją się osób w czerni (oj, nasze przyciemnione strojem katechetki  pomyślcie o najbardziej kolorowym i radosnym stroju!), miły tembr głosu, paznokcie nie mogą być zbyt długie, wysoka kultura osobista, pozytywne relacje ku innym i zdolności interpersonalne, aby dobrze współpracować z rodzicami, radość życia i optymistyczne nastawienie do ludzi, zwierząt, przyrody i całego świata.  Szczególnie ważna jest radość katechetki i uśmiech, który do zbawienia koniecznie jest potrzebny.  Pan Jezus
powie w ciasnych drzwiach ostateczności:  
- Byłeś ponury, byłaś ponura, kwaśny, kwaśna na twarzy, niechętny, niechętna z grymasem, nie widząc  pięknych dzieci, nie podziwiając z nimi razem także urody stworzonego przeze mnie świata. Twoja postawa nie umacnia wiary ani nie upowszechnia mojej Ewangelii, skoro zamiast dogadać się z grupą prowadzisz z nią wojnę szkolną.  Zamiast być też urodą i światłem tego świata, stajesz się jego ciemnością.

   Przepraszam  za tak zdecydowane przedstawienie  relacji między nami a dziećmi i młodzieżą.  To metafora problemu. To jest pchełka wobec słonia, jakim są ogólnopolskie relacje i obecna polityczna, fatalna atmosfera antywychowawcza.  Nauczyciel jest zepchnięty i zdmuchnięty katastrofą smoleńską. Katastrofa była tragiczna i potrzebuje upamiętnienia, ale nie może
zdominować wszystkiego i wszystkich w Polsce. Z przeciętnych czy nawet średnich przedstawicieli władzy i państwa nie czyńmy najbardziej wyjątkowych i godnych naśladowania. Zmarłych w katastrofie należy uszanować, ale nie naśladować. Nie daj Boże, aby nauczyciel był przez cały rok szkolny przywoływany do upamiętniania pasażerów tamtej katastrofy.

  Wypowiedzi duchownych nie ułatwiają nam zapału wychowawczego. „Uważam, że zachowanie duchownych katolickich po katastrofie smoleńskiej było bardzo złe. Wypowiedzi biskupów nie budowały porozumienia. Nie jest prawda, że to państwo wciągnęło na siłę Kościół w politykę. Kościół wszedł  w nią sam, i zapłaci za to wysoką cenę. Zostało mi z minionych miesięcy kilka obrazów, tak przykrych, że muszę się nimi - wybaczcie - podzielić. Arcybiskup Michalik, który podczas uroczystości pogrzebowych w Warszawie zwyczajnie podburzał ludzi. Potem procesja biskupów z Bazyliki Mariackiej na Wawel - ze wszystkich hierarchów jedynie prymas Józef Kowalczyk pozdrowił Donalda Tuska i Lecha Wałęsę (o sobie już nawet nie wspomnę) pozostali kłaniali się wyłącznie Jarosławowi Kaczyńskiemu. Bardzo cenię abp. Henryka Muszyńskiego, ale kiedy mówił nad trumną z ciałem Lecha Kaczyńskiego „wziąłeś Polskę zniewoloną, a zostawiłeś wolną”, miałem, poczucie, iż gdyby okoliczności były inne, powinienem był wstać i opuścić tę spolityzowaną - przez hierarchów i nie tylko - ceremonię” (Aleksander Kwaśniewski TP nr 33/2010).
       

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2010-09-05