ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 OCZY PEŁNE ŁEZ


Drabiną do nieba 2 V 2010 (9) [452]

     Śmierć - nieszczęściem. Żalem. Utratą. Absurdem. Jest wrogiem ludzkości - według  Biblii. Złem, które jedynie Jezus przezwyciężył. Przejściem do innego życia.
     Katastrofa samolotu i śmierć 96. osób z prezydentem Lechem Kaczyńskim, jego żoną i najwyższymi przedstawicielami państwa, kiedy lecieli oddać hołd ofiarom zbrodni w Katyniu z okazji 70. rocznicy tejże zbrodni - to szok. Jaki musiał być krzyk rozpaczy i bólu wśród pasażerów na kilka sekund przed rozbiciem maszyny. We mnie jakieś zagubienie intelektualne. Katastrofa nie porównywalna z niczym. Roztrzaskanie się samolotu i ciał do tego stopnia, że nie można ich wszystkich szybko zidentyfikować. Gdy piszę ten felieton  po 12. dniu od  katastrofy, po uroczystym pogrzebie pary prezydenckiej na Wawelu, nie zidentyfikowano jeszcze 20. współpasażerów tego tragicznego lotu pod Smoleńskiem. Nie zakończyła się ostatecznie ani żałoba (chociaż zakończyła się oficjalna 9 - dniowa żałoba narodowa) ani nie są jeszcze zorganizowane pogrzeby wszystkich.  
     Codziennie oczy były pełne łez. W samotności - jak to u księdza bywa - przeżywałem kolejne smutne wiadomości. Oto szeregi trumien na płycie lotniska wynoszone z samolotu przez żołnierzy, a przecież nie było żadnej wojny.  Nikt do nikogo nie strzelał.  Nagle tak wielu wybitnych ludzi ginie. Rozumowo na próżno szukamy wyjaśnień. Serce współczuje. Wzrusza się dusza. Żałość. Nie wiadomo, do czego się odwołać. Komu pogrozić za tę katastrofę? Na kogo nakrzyczeć? Komu wytoczyć proces dziejowy za tę wielokrotną i niepotrzebną śmierć? Przecież nie można pogrozić Panu Bogu. Nie możemy mówić, że Pan Bóg tak chciał. To zbyt łatwe zwalanie winy na kogoś innego. Bóg nie chce śmierci grzesznika. Bóg nie chce śmierci pary prezydenckiej.  
     Cała misja Jezusa, przysłanego od Boga Syna - zadanie Słowa Odwiecznego - to przezwyciężenie grzechu, zła, w tym przede wszystkim zła śmierci  - największego wroga,  zła psującego się świata, który Jezus przyszedł naprawić, odnowić, zjednoczyć i zmienić. Sobą jednoczy świat i przezwycięża śmierć zmartwychwstaniem.
      W komentarzach i rozmowach medialnych zabrakło mi tej najgłębszych refleksji o życiu i śmierci. Opłakiwanie konieczne. Żałoba też. Bo taka jest natura naszej psychiki. Taka obyczajowość. Chociaż komendy wojskowe podczas przeistoczenia na mszach i fanfary w niewłaściwych miejscach liturgicznych raziły nachalnością i pewną agresją, należałoby to zmienić.
Zabrakło mi tego cierpliwego i ewangelicznego wychodzenie ku wyższym pragnieniom życia wiecznego. Kruchość życia i przemijalność doczesna w perspektywie wieczności. Piękne było w internecie zdjęcie nieba: na nim biały krzyż, który ułożył się z chmur i śladu, który zostawił przed katastrofą samolot z polską delegacją do Katynia. To symbol. I z pewnością w kierunku symboliki pójdą refleksje nad tą tragedią narodową.  Już  tworzą się nowe wizje. Że nie zginęli, lecz polegli. Że nie są ofiarami katastrofy, lecz bohaterami. Że nie mieli żadnych wad ani złych słów czy czynów, lecz byli nieskazitelni. Że Rosjanie są delikatni i z wielkim szacunkiem do nas. itd.
      
KS. FRANCISZEK KAMECKI

2010-05-02