ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 REGIONALNA SPECYFIKA


Drabiną do nieba 21 III 2010 (6) [449]

    Niedawno w gdyńskim kościele redemptorystów została odsłonięta pamiątkowa tablica poświęcona 65. rocznicy zatopienia na Bałtyku w pobliżu Półwyspu Helskiego i Łeby trzech statków niemieckich,  zbombardowanych przez wojska i radzieckie okręty podwodne. Zatonęło ok. 20 tysięcy osób: przeważnie cywilów, dzieci, także oficerów i innych „dziadków Wermachtu”. Rok 1945, styczeń, statkiem „Wilhelm Gustloff” odpływają Niemcy z Gdyni - ginie ok. 10 tysięcy. Uratowało się 800. Drugi statek „Steuben” (luty 1945) tonie z ok. 2. tysiącami żołnierzy, 350. lekarzami i pielęgniarkami oraz tysiącem cywilów. Uratowano ok. 600 pasażerów. Trzeci statek „Goya”w kwietniu próbuje wywieźć niemieckich uciekinierów z Gdańska i Prus Wschodnich. Utopiło się 6-7 tysięcy, uratowano 165 rozbików.  
     Posłowie PiS zaprotestowali przeciw pamiątkowej tablicy w kościele, która była wyrazem ekumenicznego gestu i nabożeństwa z udziałem pastora, rabina i ojców redemptorystów, co zorganizowała mniejszość niemiecka w Gdyni. Protest posłów wypominał, że na statkach byli żołnierze i funkcjonariusze III Rzeszy, że honorowanie ich to brak wrażliwości i zacieranie różnicy między ofiarą a katem, że ratujące się na statkach osoby wcześniej zajęły mieszkania wypędzonych Gdynian i przejęli ich dobytek. Taki list wysłali pomorscy posłowie PiS do Prowincjała Zgromadzenia Redemptorystów w Warszawie o. Ryszarda Bożka. Czy to sprawiedliwość, czy mściwość? Gdzie miłosierdzie i uwzględnienie specyfiki regionalnej?  
     Tak, to jest problem, w którym jednak - zamiast widzenia nacjonalistycznego i fundamentalistycznego - trzeba widzieć wędrówkę ludności, osiedlanie się, zabory i dwie wojny światowe, sterowane historią  i jedyną prawdą w czasach cenzury marksistowsko-leninowskiej oraz koniecznie widzieć miłosierdzie, miłosierdzie przede wszystkim. Na Pomorzu mieszkali obok siebie i ze sobą przez kilkaset lat Polacy, Niemcy, Żydzi, Cyganie (=Romowie), niedobitki z całego świata (uciekinierzy z głębokiej Rosji, Olendry - także w mojej parafii - prześladowani w Holandii chroniąc się tutaj na nizinach Wisły). Osobiście pamiętam dwie Niemki, które słabo mówiąc po polsku wolały spowiadać się po niemiecku. Pan z głębokiej Rosji,  z wyznania baptysta, który przedzierał się latami od Władywostoku i osiedlił się w mojej parafii, podczas kolęd kilkakrotnie prosił mnie, abym go pochował. Taki też miał pogrzeb - ze mną i pastorem z Bydgoszczy. Jak by to ocenili posłowie z PiS? Mieszka u nas Włoszka Antonina, religjna, jako młoda dziewczyna zakochała się w polskim żołnierzu spod Monte Cassino, wyszła za niego, przybyła  tutaj na Pomorze i jest nasza, matka wielodzietnej rodziny. 50 %, w niektórych wioskach nawet 70%  mojej parafii to przybysze, przeważnie z południa Polski - z lubelskiego, kieleckiego, tarnowskiego... To mieszanka narodów, małżeństw, zwyczajów i gwar. Wiara integruje, ale nie do końca, bo raczej utrzymuje się bardziej więź z krewnymi południowej Polski niż z Pomorzakami (samochody ułatwiają powrót do dzieciństwa).  
     Monument z napisem niemiecko-polskim na cmentarzu w Grucznie, upamiętniający zmarłych niemieckich mieszkańców Gruczna i okolic, „załatwił” polubownie  napięcie z czasów zaborów i II wojny światowej. Nie wiemy prawie nic o zmarłych i pochowanych tutaj Niemcach, byli raczej rolnikami niż sympatykami Hitlera lub zaangażowanymi wojskowo. Wokół tego chmurę miłosierdzia rozsiewamy. Na sądzie Pan Bóg wypomina biskupowi zło w diecezji, biskup odpowiada: Panie Boże, tak, tak, ta skłonność do zła pozostała po grzechu pierworodnym, a jeżeli są gdzieś jeszcze jakieś  grzeszne plamki to ja je miłosiernie zakrywam fioletami.  
     
KS. FRANCISZEK KAMECKI

2010-03-21