ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 LEPSZE ZAMIAST PUSTEGO


Drabiną do nieba 10 I 2010 (1) [444]

   W polskich opiniach brakuje często rozumu i  umiaru. Byle kto wypowiada się. Tym media próbują pomieszać fakty i zignorować świadków. Wiemy, jak przed 30. laty było. Było  źle i tyle. Już pod koniec czasów Gierka obywatel miewał kłopoty. Lepsze rzeczy - w Pewexach za dolary. Z gdyńskich delikatesów przywożono ziarnistą kawę w szarych torbach po 5 kg, co u mnie na wadze dzielono po 20 dkg. Od stanu wojennego prawie wszystko na kartki. Puste półki z octem i musztardą  to powszechny widok handlowy w Polsce. Nie można było daleko jechać samochodem z kartką na benzynę, chyba że w kanistrach udało się zgromadzić więcej paliwa na lewo, płacąc więcej. Nie mogliśmy przynosić obiadów z restauracji na obozowisko namiotowe. Kelnerka mówiła: nie ma już. Gdy zamawialiśmy potem coś innego,  ekspedientka odpowiadała na każdą propozycję: zbrakło, zbrakło.  - Pani, to może poproszę kilo zbrakło. Zaraz pierwszy obóz studencki w r. 1978 nauczył nas pokory i pełnej samodzielności. Bez knajpy i jadłodajni musieliśmy próbować z niczego przygotować coś dla 30 ludzi. Najczęściej jedliśmy jajecznice z 50 jaj z pomidorami i chlebem oraz jakieś plasterki kiełbasy (z darów zagranicznych poprzez centralę duszpasterstwa akademickiego - ks. Welc, ks. Skubiś). Ser amerykański był bardzo smaczny. Kupowaliśmy od rolników mleko, smalec, warzywa i inne. W stanie wojennym każdy uczestnik
przywoził nie pieniądze, lecz konkrety: dżem, puszki, swojski boczek i słoninę.
     Załatwiając paszporty w ambasadzie holenderskiej w Warszawie w r. 1983, wstydziłem się, że nie mogę Holendrów poczęstować kawą ani czymś innym w restauracji, bo była jedynie woda i herbatniki.
     Nie mogę pojąć  nierozumnych pochwal tamtego czasu i stanu wojennego. To brak rozeznania. To fałsz w myśleniu. To poważna choroba świadomości. Nikt nie próbuje tego dzisiaj leczyć. Nie ma żadnego ogólnopolskiego programu edukacji w tej dziedzinie. Nikomu prawdopodobnie nie zależy na rzetelnej historii. Brak realistycznego widzenia rzeczywistości jest największą skazą Polaków. Na niby, w śnie czy we mgle, w majakach i fatamorganach daleko nie zajdziemy. Przecież plan prof. Balcerowicza (jego 20. rocznica przypada) stał się totalną przemianą dokuczliwych polskich pustek w dostatek i pełnię. To odejście od komunizmu. To  wolny rynek, wymiana katastrofalnej polskiej pustki ekonomicznej  w pełne sklepy i bogate kolorowe supermarkety.
     Pamiętamy entuzjazm: żegnaj cenzuro, ZOMO i wojska radzieckie. Lęk nie minął. Zostały pytania. Co będzie dalej? Jak przeżyjemy kolejną zimę? Wystarczy węgla? I wtedy rusza inicjatywa oddolna. Oto polskie kiełbasy na ulicach Berlina. Samowolne samochody przyjeżdżają na wieś z tańszym węglem. Chłopi wożą jajka, mleko do miasta pod bloki. Mięso też.  Przeklęci komuniści! Jeśli się nie uda  wolny rynek Balcerowicza - mówiono w kabaretach - to uciekniemy z Polski, a ostatni zgasi światła. Świateł nie zgaszono, lecz ich przybyło na skrzyżowaniach i w domach. Demokratyczny rząd Mazowieckiego nie zaczynał narodowej dyskusji nad sposobami wyprowadzenia Polski z inflacji, zadłużenia, kolejek i pustych sklepów, nie opierał się na opinii, bo wydawał decyzje. To byli nasi zaufani przywódcy, to nasza "Solidarność" z r. 1980 i 1989, to nasza nowa droga. Trzeba się spieszyć - mówił pan Lecha Wałęsa - dajcie mi władzę dekretami, bo Europa jeździ mercedesami, a my rowerami. Hamowano. Elity intelektualne, które miały puste szuflady zamiast projektów, o które prosił i co im wygarnął Wałęsa, obrażali się na niego. On miał rację, bo do dzisiaj za wolno z wszystkim. Brak emocji i temperamentu Wałęsy. Za odrzucenie jego w wyborach prezydenckich będziemy długo płacić karę dziejową.  
     I  dzisiaj młody człowiek ”urodzony wśród pełnych półek nie rozumie kogoś, kto godzinami wystawał po mleko i chleb” (Aleksandra Klich - GW 18 XII 2009). I często ma ahistoryczne myślenie, osądza fałszywie przeszłość. Śmieszna jest jego nonszalancja wobec realiów, kontekstu politycznego i nastrojów społecznych niedawnej epoki strajków, opozycji, biedy i walki bez przemocy. Coś trzeba zrobić z zasłoniętymi oczami u tych, którzy nie widzą drogi, jaką przeszliśmy od gołych haków w sklepach mięsnych do pełnych i oszklonych wystaw, szaf hermetycznie zamkniętych z mięsem, kiełbasami, gotowymi porcjami i smażonymi kurczakami zabieranymi na ciepło do domu. Czego jeszcze chcemy? Cholerne nasze narzekanie na odzyskaną wolność! Trzeba się temu przeciwstawić. Nie wybrzydzać.  W Nowym Roku 2010 nie kwestionujmy tego i całej kultury z krzyżami. żłóbkami i z Panem Bogiem. W tym jest nadzieja, że kochamy wolność i z niej zrobimy natchnienie do twórczych wyborów i rozumnych celów.
     
KS. FRANCISZEK KAMECKI

2010-01-10