ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 “NIE, BO NIE”


Drabiną do nieba 3 V 2009 (9) [427]


    Komentuje się ogłoszone wyniki listopadowej frekwencji 2008 na mszach i w Komunii na terenie całej Polsce. Frekwencja średnia 40 %. To najgorszy wynik od 16 lat.  Ponoć od r. 2000 polska niedziela powoli staje się bardziej świecka. W diecezjach wiejskich jest lepiej. W naszej Diecezji Pelplińskiej ok. 47% na mszach niedzielnych. W mojej parafii ok. 50%. W związku z tymi wynikami socjologowie i dziennikarze coś tam przypuszczają,  pytając o przyszłość religii w Polsce.
    Dziwiono się niedzielnym deszczem jako przyczyną. Raczej to sygnał, że słabnie moc niedzielnego obowiązku, chociaż nadal  jest wysoka deklaracja wierzących,  nadal jest tradycyjne przekazywanie zachowań religijnych z pokolenia na pokolenie.     
    Religia staje sie wybiórcza, sprywatyzowana. Już sąsiad nie przejmuje się, czy drugi sąsiad pójdzie do kościoła.  Broń Boże, zacząć jakąś pogawędkę ewangelizacyjną o wierze, o zasadach moralnych... Nieraz proponuję chłopakowi lub dziewczynie, aby wykorzystali komórki i wysłali sms-y do koleżanek zapraszając je do kościoła.  Czy odważą się?
    Ginie śmiałość mówienia o wierze. Niektórzy socjologowie nazywają to zanikiem kontroli społecznej, a ja to nazywam brakiem więzi. Brak serdeczności. Słabnie ludzka wzajemność, sąsiada się nie zna i nie chce się znać. Kręgi sąsiedzkie są nierzadko napięte, nasycone złośliwością. Nawet jeżeli znamy się jako tako (po japońsku) - jednak nie znamy się jako chrześcijanie, jako bracia i siostry. A gdzie tutaj jeszcze  Jezus pośrodku nas?
    My duchowni nie mamy już takiej siły, aby tworzy więź parafialną.  Po powrocie religii do szkół 20 lat temu - tą jedną decyzją - bardzo wiele elementów więzi parafialnej skasowano bezpowrotnie. W to puste miejsce nie zaprojektowano innych, nowych elementów. Należało w tempie przyspieszonym np. tworzyć wspólnoty,  coraz to nowe grupy i je formować, kształcić, wysyłać te grupy na rekolekcje do pustych domów katechetycznych, finansować  takie rekolekcje i kursy lub szkolenia katolickie.  Gwałtowność tej zmiany - tego przejścia z parafii do szkół z nauczaniem religii - do dzisiaj nie pozwala parafii podnieć się do wyższych ideałów. Zostaliśmy zaskoczeni. Nie przygotowani do parafialnej pracy bez dzieci i młodzieży. I nadal o to nikt się nie martwi.  Ograniczyliśmy się do liturgii i modlitwy.
    Tymczasem w polskim zamieszaniu obyczajowym potrzebny jest głos Kościoła. Tym bardziej że odchodzi się od argumentacji religijnej. Język  nawet młodych duchownych zatrzymał się w jakiejś banalności. Nie szuka się nowych argumentów. Panuje argument “nie, bo nie”. Np. ksiądz katecheta w kl. II gimnazjum zaczyna o miłości: że całowanie i przytulanie to grzech. To już błąd złego zaczęcia. Nie budzi zaufania. Potem mówi o homoseksualistach, że tacy nie wierzą w Boga i powinni znaleźć się w szpitalu psychiatrycznym. To wywołuje zamieszanie. Młodzież nie zgadza się z tym. Jedna dziewczyna wyraża to głośno. Ksiądz podchodzi do niej: -Jeżeliś taka mądra, powiedz, co to jest stosunek homoseksualny. -Wiem - odpowiada, zawstydzona.   -To powiedz to wszystkim w klasie? - nakazuje ksiądz. Dziewczyna wybucha płaczem i ucieka z klasy. Dalej dowiaduje się gazeta, dalej ojciec dziewczyny, dyrektor szkoły, ksiądz, który przeprasza najlepszą dziewczynę i całą klasę.
                           
KS. FRANCISZEK KAMECKI

2009-05-03