ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 BEZ KOGOŚ I BEZ CZEGOŚ


Drabiną do nieba 28 VIII 2016 (18) [690]

     Gdy ludzie odchodzą, tracimy kogoś bliskiego lub ważnego. Nie zapominajmy ich kochać, bo szybko odchodzą, jak pisał ks. Jan Twardowski. I żal pozostaje. I jakże trudno policzyć, ilu już odeszło z naszego grona. Ja pochowałem już rodziców Feliksa i Cecylię, szwagra Kazimierza, i bratową Zofię, a ostatnio przed ponad rokiem siostrę Zdzisławę. I uczestniczyłem w 12. pogrzebach kolegów księży (z naszego rocznika pozostało nas jeszcze 14., święconych było 26.).

     9 lipca byłem na pogrzebie pana senatora Andrzeja Grzyba, autora ponad 20 książek, promotora Kociewia, organizator wielu przedsięwzięć regionalnych m. in. biesiad literackich w Czarnej Wodzie, które co roku skupiały entuzjastów literatury i kultury kociewskiej. Żal z powodu tej śmierci ś.p. Andrzeja, który pozostawił żonę i córkę, i nas przyjaciół, i znajomych gęsto zapełniających kościół i przy mogile jego rodziców na cmentarzu, gdzie został pochowany. Tak odchodzą....

     Niedawno zmarła Carmen Hernandez, która w 1964 w slumsach Palomeras Altas na przedmieściach Madrytu spotkała malarza Kiko Argüello (Francesco), z którym podjęła pracę ewangelizacyjną wśród ubogich. I w ten sposób stała się jednym z inicjatorów katolickiego ruchu religijnego - Drogi Neokatechumenalnej, a później członkiem trzyosobowej Międzynarodowej
Ekipy Odpowiedzialnej za Drogę (wraz z Kiko Argüello i o. Mario Pezzim). Na wzór Karola de Foucauld Kiko porzucił dotychczasowe życie, zamieszkując w madryckiej dzielnicy cyganów jedynie Pismem Świętym w ręku i z gitarą.

     Po śmierci Carmen Fernandez papież napisał do Kiko: „Dziękuję Panu za świadectwo tej kobiety ożywianej szczerą miłością do Kościoła, której całe życie upłynęło na głoszeniu Dobrej Nowiny w każdym środowisku, nawet tych najbardziej opornych, nie zapominając o osobach najbardziej zmarginalizowanych. Powierzam jej duszę Dobroci Bożej (...) zachęcam tych, którzy ją znali i którzy należą do Drogi Katechumenalnej, aby nie wygasł jej niepokój ewangelizatorski, działając w czynnej wspólnocie z biskupami i kapłanami oraz praktykując cierpliwość i miłosierdzie ze wszystkimi”. Na pogrzebie przypomniano, że była ona zwykłą świecką (...) zrozumiała, że jedyne, co się liczy w życiu, jest zbawianie ludzi, głosząc im prawdę, to znaczy miłość Bożą. Tę miłość, która ją przeniknęła i poruszała, gdy jeszcze jako dziecko uczyła się u jezuitów, i którą później odkryła, ku swemu zaskoczeniu, w młodości, porzucając wszystkie plany życiowe, aby pójść za Kiko do ubogich. „Spalała się” Carmen w Drodze neokatechumenalnej, którą lubiła nazywać owocem Soboru Watykańskiego II, nie ruchem, lecz „nową drogą spotkania z Chrystusem i Jego Kościołem”, opartą na trójnogu: „Słowo, liturgia, wspólnota” (Internetowy Dziennik Katolicki wydanie 22 VII 2016). Carmen wyrażała niepokój ewangelizatorski - wg papieża Franciszka. Na wielkim rzymskim spotkaniu z tymi od Kiko i Carmen, Jan Paweł II żartowł: co to za droga, jeżeli na niej nie ma ruchu.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2016-08-28