ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 MIĘDZY KOŚCIOŁEM, PRZEDSZKOLEM A WARSZTATEM ARTYSTYCZNYM


Drabiną do nieba 15 V 2016 (11) [683]

     Wydawało się, że powoli starzejąc się będę zamierał. Jak sosna pozbawiona szyszek. Jak pustynia, której piasek zasypuje ostatnie spłowiałe źdźbła. Tymczasem nie, bo idzie ze mną niespodzianka. Będą emocje, jakiś stres, napięcia umysłu i ciała - adrenalina. Na tym polegała tajemnica organizowania przeze mnie kilkunastodniowych obozowisk namiotowych i potem biwaków. Zawsze mówiłem, że szkoda czasu i autokaru dla mniej niż 30 - 40 osób. Odpowiadała mi wioska namiotów z dużą kuchnią, z dużym namiotem wojskowym (prowizoryczna świetlica podczas deszczów lub wiatrów, miejsce ciepłej wody dla kąpieli i mycia, zwłaszcza włosów u dziewcząt). Ta praca, podział zajęć, program dnia, zabawy, kąpiele w jeziorze, msze polowe, drogi krzyżowe, gry, śpiewy, ogniska, no i smaczne jedzenie... rozbudzały we mnie pozytywne napięcie. Stres dodatni. Energię. Przyznaję, kochałem napięcie w obozowisku, twórczość grupy i wychowawców, ryzyko i spontaniczność, plan i swoboda.

     Więc teraz wraca to napięcie do emeryta. Adrenalina rośnie. Według woli księdza biskupa nie mieszkam w starej plebanii, lecz w połączonym z nią domu katechetycznym, w wyznaczonym mi miejscu, gdzie na przebudowę wydałem dużo pieniędzy, a i nowy proboszcz też wydał. Oto zatem po 33 latach mieszkam pod tym samym adresem, ale gdzie indziej, obok kościoła, przedszkola i warsztatu artystycznego. Z wszystkich okien widzę kościół i samochody z osobami przybyłymi na msze. Jestem obserwatorem. Podziwiam urodę ludzi wszelkiego sortu, drugiego i każdego, samotnych, rodziców z dziećmi, starszych i wesołych nastolatków. Jakże przyjemnie widzieć, jak córka wyprowadza z samochodu chorą mamę i idzie z nią powoli do kościoła. W rozległej okolicy to uczestnictwo w liturgii Kościoła jest jakby pospolitym ruszeniem. Tu coś się dzieje. Bo Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały przyciąga wielu. Niektórzy już tego nie rozumieją.

     Wewnątrz domu katechetycznego jest od 2 lat przedszkole. Sympatycznie. Od poniedziałku do piątki rodzice samochodami przywożą swe dzieci. Wyskakują z samochodu, najczęściej matki, otwierają tylne drzwi samochodu, skąd wyskakuje córeczka lub synek albo i dwoje. Przedszkola za ścianą na korytarzu nie widzę, bardziej słyszę, szczególnie słyszę jak jakieś słuchowisko, gdy stukają szpilki pięknej i młodej mamy. I jakże do działa na moją wyobraźnię. Ze stukotu szpilek mogę sobie wyobrazić niejedną mamę i jej dziecko, kto to jest, jak szybko idzie, w spodniach czy w sukience, radosna czy zła, zapracowana czy swobodna, z nadzieją że na kobiecie świat stoi. Bliskie mi młode pokolenie, z którym współuczestniczyłem od zawsze. Teraz choćby we wspomnieniach.

     I w części podziemia jest warsztat artystyczny, gdzie wokół stworzonej „Otwartej Strefy Twórczej” skupia młodych zapaleńców malarstwa i grafiki artysta instruktor pan Łukasz Lewandowski, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Rysują, malują, przygotowują wystawy i prace na konkursy. Pukają, świdrują. Zdarza się, że młodzi artyści umieszczają swe dzieła na murze kościelnym i podczas Festiwalu Smaku przy Starym Młynie w Grucznie. Dwa lata temu na mój jubileusz 50 - lecia kapłaństwa Łukasz Lewandowski przygotował także 10 kart - rysunków formatu A5 w specjalnej okładce kopercie : „Fragmenty krajobrazu i myśli Szkice wokół kościoła św. Jana Chrzciciela w Grucznie” - rysunki wykonane z natury Łukasz Lewandowski, narracje poetyckie - X. Franciszek Kamecki 2014. I w tym kontekście czuję zapach trocin i wiórów w ojcowskiej stolarni i tokarni, w której wyrabiałem szachy i lichtarze. Też malowałem w domu, w seminarium i w Nowej Cerkwi. Obecne moje mieszkanie rozbudza we mnie emocje wokół tego, co przeminęło. Bogu niech będą dzięki.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2016-05-15