ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 ŚMIERĆ


Drabiną do nieba 22 XI 2015 (24) [670]

         Co nas czeka? Jeszcze nadal życie, a potem śmierć.

     Konkretnie: najpierw radosne rozdawanie tego, co posiadam. Dobry pomysł. Chociaż idzie ten pomysł wolniej niż myślałem. Dlaczego? Ponieważ starych ludzi się już mniej odwiedza, bo i po co. Mają może słabo w głowie. Nie znają się na współczesności. Z konieczności mają inny adres, inny numer telefonu. Co stary człowiek może dać? Za bardzo przypomina śmierć. Bo tak realnie jest. Pewnie nikogo nie omija ta świadomość: ten strach przed śmiercią.

      Politycznie przecież zaczyna się sielski i anielski czas dla Kościoła w Polsce. Bo teraz będziemy pod rządami prawdziwych katolików. Wartości chrześcijańskie będą szanowane i nie będą podważane, chyba że nadal będą dominować media relatywistyczne, kwestionujące principia, kulturę i moralność dekalogu. Łudzę się, że na stare lata może ktoś wyda moje poezje, które są prokatolickie. Chociaż tego się nie spodziewam. Poezja nigdy nie była lubiana. W tzw. niszy była i chyba dalej w niszy będzie.

     Religijnie raczej niestety i statystycznie nie będzie lepiej, nie będzie progresji duchowej - chyba że osłabnie walka wewnętrzna między obywatelami i ucieknie od nas nienawiść i wymierzanie sprawiedliwości zamiast miłosierdzia . Niechęć do uciekinierów nie jest ewangelicznie poprawnym zachowaniem.

      Mimo to przed nami, emerytami, barwna przyszłość. W marzeniach nie przeszkadza nam tęsknota za PRLem. Tęsknota to takie uczuciowe sięganie w dzieciństwo i w młodość. Po II wojnie światowej jak beztrosko bawiliśmy się na środku wiejskiej piaszczystej drogi. Tam boso latem biegaliśmy, grając w piłkę, palanta lub kluchę.

      Mimo to także nie daleko nieustannie pojawiała się śmierć. Jako ministrant uczestniczyłem często w pogrzebach. Łaskawie mogłem być przy śmierci ojca, jak rano w styczniu - zanim wyszedłem do kościoła na mszę z domu rodziców, gdzie mieszkałem w ferie i wakacje podczas studiowania na KULu - chrapnął mocno i zrobił się czerwono siny. Nie powiedział słowa. Ostry zawał. Rozgrzeszałem go ręką. Podobnie byłem blisko śmierci matki i siostry, które umierały po dłuższej chorobie.

     „Śmierć jest odebraniem czegoś. Dlatego żyjemy w lęku. Człowiek trzyma się życia i nie chce odejść, boi się. I nie istnieje takie wyobrażenie tamtego świata, które by go od tego lęku uwolniło. Nawet człowiek najbardziej wierzący czuje, że jest czegoś pozbawion, że musi zostawić cząstkę swego istnienia, swojej historii. Nie da się takich odczuć przekazać. Może ci, którzy przeszli śmierć kliniczną, coś zrozumieli. W Ewangeliach sam Jezus, nim rozpocznie modlitwę w Ogrodzie Oliwnym, mówi, że jego dusza jest niespokojna w obliczu śmierci. Boi się tego, co ma nadejść - tak jest napisane. Według relacji ewangelistów umiera, recytując Psalm 22 (21): „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”. Nikt nie uwolni sie od lęku. Ja ufam miłosierdziu Bożemu, że Bóg będzie łaskawy. Ujmijmy to w ten sposób: Ufam , że nie będzie to lęk wymagający środków uspakajających, ale taki, jaki dam radę znieść” (kard Jorge Bergoglio . W niebie i na ziemi. Rabin Abraham Skórka. Znak 2013 str. 98 - 99).

     Według opisu medycznego i naukowego śmierć nie jest ustaniem oddechem i ostatnim biciem serca, lecz śmiercią mózgu. Nasza religia mówi, że nie ma wiecznego odpoczynku, nie ma ostatniego pożegnania, lecz jest wieczny ruch, jest wieczne być z Bogiem, bo On zmartwychwstał. O to się modlę, abym umierał na stojąco, sprawny do końca. Chciałbym przeżywać ból i lęki, skoro nie da się ich usunąć, ale bez bólu fizycznego i udręki nieudolności.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2015-11-22