ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 EMERYT Z WYOBRAŹNIĄ


Drabiną do nieba 27 IX 2015 (20) [666]

     Przypuszczam i ufam, że nie zaniknie szczera, prosta i czuła postawa wobec emerytów, którym będzie wolno żyć. Chodzi o takie spokojne życie aż do naturalnej śmierci. Bez wykorzeniania ich i posyłania w niebyt. Chociaż pewnie niejeden starzec (emeryt) będzie dziwakiem i oryginałem na chwiejnych nogach. Ostatecznie starość nie jest brzydka.

     Lata emeryta (czy seniora?) fizycznie go ograniczają, ale nie intelektualnie. Wyobraźnia przecież pracuje niezależnie od wieku i wymyśla, jak lepiej narysować, napisać syntezę świata i życia oraz sens wszystkiego. Wraca starość - wyczytana w literaturze, widziana w malarstwie. Np. holenderski Harmenszoon van Rijn Rembrandt (zm. 4 X 1669), należący do największych europejskich i światowych artystów, namalował niemało portretów starych ludzi, Żydów, arystokratów i siebie samego. Jakże przejmujące są twarze i oczy w niezwykłym światłocieniu, skupieniu i kolorystyce, co uzasadnia określenie , że Rembrandt to malarz duszy. Wielokrotnie spacerowałem po muzeach Amsterdamu i chętnie tam wracam tropiąc stare kamienice, płynąc stateczkiem po kanałach miasta. Słysząc w uchu piękną prozę Zbigniewa Herberta `”Martwej natury z wędzidłem” , w której pisze on m. in. o starych filozofach: „Jest rzeczą zastanawiającą, że w naszej pamięci najmocniej utrwalają się postacie wielkich filozofów z okresu, kiedy ich życie miało się ku końcowi. Sokrates podnoszący do ust kielich cykuty, Seneka, któremu niewolnik otwiera żyły (jest taki obraz Rubensa), Kartezjusz błąkający się po zimnych pałacowych pokojach i przeczuwający, że rola nauczyciela królowej szwedzkiej będzie jego rolą ostatnią, stary Kant, który wącha tarty chrzan przed udaniem się na codzienny spacer (laska idzie przodem i coraz bardziej zagłębia się w piasek), Spinoza trawiony przez suchoty, szlifujący cierpliwie soczewki, tak już słaby, że nie będzie mógł skończyć „Traktatu o tęczy...” Galeria szlachetnych moribundów, blade maski, odlewy gipsowe.”

     Oczekiwanie na koniec starego człowieka opisuje subtelnie Zbigniew Herbert w niewielkim arcydziele „Drugi pokój”, w którym młode małżeństwo za ścianą nieustannie obserwuje, podsłuchuje, co dzieje się w drugim pokoju starej kobiety. Czy jeszcze żyje? Czy już ledwo oddycha i może zwolni pokój? „Drugi pokój” to dramat , który - raz przeczytawszy - pozostaje w pamięci na całe życie. Takie dzieło to rzadkość. W ogóle czekam na renesans Herberta w Polsce. To krótkie dzieło jest studium egoizmu i bezduszności człowieka. Mówi o znieczulicy i obojętności. O nieuczciwości i kłamstwie. Otwierające perspektywy na tajemnice ludzi młodych i ich postępowania wobec tych starych. Podejmujące w końcu problem samotności starego człowieka oraz współżycia trojga ludzi. Ich los opisany w siedmiu krótkich częściach, z ogromną prostotą, a przecież w wysokim stopniu kunsztownych.

      "Na początku mówiła, że będzie dla nas jak matka.(...) ON Nie śpisz? ONA Nie. ON Dlaczego? ONA Nie mogę. ON Ja też nie mogę. ONA Boję się zasnąć, żeby się nie śniło. ON Mnie się nigdy nic nie śni. ONA To lepiej. ON Może lepiej. Ale gdy zasypiam czuję, że umieram. ONA To nieprzyjemnie. ON Nic nie boli. Coś się od nas oddziela i potem nie może wrócić. Krąży nad zamkniętym ciałem i nie ma którędy wejść.”

      Tak, w wieku emeryta coś się od niego oddziela i odchodzi. Nie ma to zabarwienia uczuciowego, nie jest ani smutne, ani wesołe. Tak, coś się urywa i odpada, nie możemy tego zabrać. Bo musimy stanąć bez niczego przed ostateczną bramą.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2015-09-27