ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 KONIEC WAKACJI I PROBOSZCZOWANIA


Drabiną do nieba 30 VIII 2015 (18) [684]

     Oto wreszcie ostatnie proboszczowskie wakacje, oczywiście bez wakacji i bez żadnych urlopów od 17 lat. Na małych parafiach z reguły nigdy urlopy księży nie mogą być zrealizowane. Przynajmniej sto takich parafii jest w diecezji pelplińskiej. A może i więcej. Niech by 100 kapłanów z tych małych parafii mogło choćby 2 tygodnie urlopu przeżyć. Jest to 100 razy 14 dni, co daje 1400 dni. Do realizacji takiego projektu potrzeba by co najmniej stu księży w zamian lub więcej albo inaczej należałoby w 5. parafiach z jednym księdzem skrócić duszpasterstwo tylko do niedziel. Jaki sens, gdy księża odprawiają w swoich parafiach nadmiernie więcej mszy niż jedną mszę codziennie, gdy tymczasem są potrzebni gdzie indziej i mogliby tę drugą i trzecią mszę odprawić zastępując w sąsiedztwie księdza na urlopie. Warto pomyśleć. Po prostu inaczej rozłożyć tysiące odprawianych mszy poza niedzielami. Problem prawie niemożliwy dla sprawiedliwości. Niekiedy można zamówić zastępstwo na wakacje czy na urlop, ale trzeba je opłacić. Duża parafia może to uczynić łatwo. Mała nijak nigdy. Więc zatem tylko część księży korzysta łaskawie i przyjemnie z urlopów. Tak mi się zdarzało, gdy byłem wikariuszem i studentem. Teraz emerytowi z urzędu przysługuje nawet urlop nieograniczony.

     Rozpoczynając w tym roku emeryturę po 33 latach i 52 dniach proboszczowania w Grucznie bardzo dużo się namęczyliśmy, przygotowując nagląco i szybko nowe miejsce zamieszkania w domu katechetycznym. Ileż wysiłku i poświęcenia od rana do nocy. Dzięki pracownikowi parafii cierpliwej pani Małgosi, aktywnej pani sekretarz szkoły Uli, woźnemu i grabarzowi panu Zbyszkowi, panu dyrektorowi gimnazjum z żoną, pani dyrektor szkoły podstawowej z mężem, nauczycielce Asi z mężem, studentce Patrycji , pani Joli i innym uporaliśmy się z 50. letnim moim majątkiem duchownego, który nie ma prawdziwego majątku, lecz ma tysiące książek i papierów, w 23. regałach i półkach, kartonach i skrzyniach z których dwie trzecie trzeba zlikwidować, większość pozostawiając w garażu do rozdawania. Więc nikt ode mnie nie będzie odchodził bez książki lub filmu, obrazu czy płyty z piosenkami. Emerytura jak rozdawanie. Czy to już będzie dar z siebie samego? Nie wiem.

     Podczas wakacji często przyjmowałem grupy. Niedawno oprócz kolarzy (4 noce) i pielgrzymów gdańskiej pielgrzymki pieszej przyjąłem grupę Wieczernik, która ma swój własny program rekolekcyjny wg idei pallotyńskich. Mnie grupa poprosiła, abym był z nimi i codziennie przez 8 dni wygłaszał godzinną konferencję na temat modlitwy Pańskiej „Ojcze nasz”. Skorzystałem z Katechizmu Kościoła Katolickiego. Wspaniała grupa absolwentów i studentów KUL pod opieką mgr Kingi Pawlak. Ci nie byli u nas, w Grucznie, pierwszy raz. Tylko niektórzy pierwszy raz. Udało mi się tę grupę zawieźć na piknik i zabawę Towarzystwa Przyjaciół Dolnej Wisły w Kosowie, gdzie na łące i przybudówce kosztowaliśmy jedzenia jako pokłosie kilkudniowych warsztatów kulinarnych. Wszystko smaczne. W drugiej części wieczoru były tańce, w czym przodowały dziewczyny i chłopcy z Wieczernika, który ma w programie rekolekcyjnym codzienne uczenie tańca niezbędnego w kształtowaniu ducha i dyscypliny ciała.

     Potem jeszcze raz nas zaprosili organizatorzy (dyrekcja Zespołu Parków Krajobrazowych Chełmińskiego i Nadwiślańskiego) na kolację przy Starym Młynie w Grucznie, gdzie śpiewaliśmy biesiadne piosenki, ciesząc się wspólnie z bycia razem. Gitary dziewczyny Mileny i pana Bogdana na przemian dźwiękami wytwarzały nastrój i wieczorne zamyślenia. „Idzie noc, słońce już zeszło z chmur, zeszło z gór, zeszło z mórz, w cichy śnie, zaśnij już, Bóg jest tuż, Bóg jest tuż”.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2015-08-30