ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 STAROŚĆ NIE JEST CHOROBĄ


Drabiną do nieba 7 VI 2015 (12) [578]

     Podczas zjazdu absolwentów Colllegium Marianum w Pelplinie 9. maja odwiedziliśmy groby swoich profesorów. Ks. kan. Andrzej Szopiński (obecnie dyrektor ekonomiczny diecezji pelplińskiej, poprzednio dyrektor Collegium) poprowadził modlitwy za zmarłych, a my potem rozmawialiśmy przy poszczególnych grobach, wspominając niektóre sympatyczne zdarzenia i nasze uczniowskie przeżycia. Cóż to była za młodość!

     Teraz jako dziadkowie z radością pamiętamy, jak obok naszej Grycy przechodziły dziewczyny z ogólniaka (obecnie w nim wspaniała Biblioteka Diecezjalna im. biskupa Jana Bernarda Szlagi). Wrzucaliśmy je w wielkie zaspy śniegu. Krzyczały, wyrywały się, ale faktycznie specjalnie tędy szły i chciały tego, abyśmy je potem mogli i musieli otrzępywać z śniegu.
Na pełnej łysinie profesora Tkaczyka nieraz chodziła mucha - co wywoływało w nas wesołość - a on ani nie drgnął. Siostra zakonna dr Hilaria, wybitna polonistka, wymagająca od każdego ucznia na pamięć dwóch zwrotek każdej przerabianej ballady Mickiewicza, strasznie pluła, gdy mówiła, więc my zapałkami losowaliśmy, kto będzie siedział w pierwszej ławce na przeciwko siostry profesor w czasie jej lekcji. Zresztą tylko trzy długie ławki w poprzek wypełniały salę wąską i i wydłużoną ku oknu, do której prowadziiły wysokie schody. Przez okna patrzyliśmy, kiedy do nas szedł matematyk ks. prof. Wiśniewski i co niósł. Czy będzie klasówka? Miał zwyczaj, stojąc z przodu „szczakować” czyli rzędami rozdawać ręcznie napisane (piękne graficznie) zadania do wyliczenia. Dla każdego inne zadanie. Może trzy,. cztery razy się powtórzyły. Nie można było ściągać od nikogo, skoro każdy miał inne zadanie.

      Starzy profesorowie nas zadziwiali. Nie było dni wagarowicza ani dni wiosny. Dniem zabawy to absolutnie apryl (1 kwietnia). Także w seminarium apryl istniał. Np. po 5. minutach wykładu pod katedrą budzik zadzwonił. Profesor spojrzawszy na zegarek powiedział: to dziękuję. I poszedł. Albo filozofowi ks. prof. Franciszkowi Znanieckiemu na drzwiach auli napisaliśmy „Dżuma. Wstęp wzbroniony”. Akurat to było po jakimś wykładzie o Albercie Camus’ie. Spojrzał, przeczytał, uśmiechnął się i minął salę wykładową.

     Przypominam tamte zdarzenia z ostrożnością i radością. I chcę zauważyć, że starość nie jest chorobą. I na starość warto zaprojektować sobie coś małego. Wszystko w rękach Opatrzności.
U mnie może będzie czas na rehabilitację ciała i duchową medytację.

     Porządkując swój dobytek widzę, że poza pamiątkami, prezentami i książkami niczego więcej nie posiadam. Sięgam do mikropowieści Ernesta Hemingway’a „Stary człowiek i morze”, która spadła z zapchanego regału. „Nikt nie jest nigdy sam na morzu”. „Nikt na starość nie powinien być sam. Ale to nieuniknione”. „Człowiek nie mądrzeje na starość, ale staje się ostrożny”. „Dlaczego starzy ludzie budzą się tak wcześnie? Czy po to, żeby mieć dłuższy dzień?”. „Szczęście jest czymś, co przychodzi pod wieloma postaciami, więc któż je może rozpoznać?” „Teraz nie czas myśleć o tym czego nie masz, myśl co potrafisz zrobić z tym co jest”. „Tylko praktyczność ma sens” - tak pisarz rozmyśla wokół historii starego rybaka i wielkiej ryby, którą w końcu złowił, ale którą tracił, holując szkielet. „ Człowiek nie jest stworzony do klęski. (...) Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać” - to chyba ważne myśli. - „Chciałem, żeby to był prawdziwy stary człowiek, prawdziwy chłopiec, prawdziwa ryba i prawdziwy rekin. Jeśli mi się to udało, jeśli są prawdziwi, oznacza to bardzo wiele. Najtrudniej jest stworzyć coś naprawdę prawdziwego, a może nawet prawdziwszego od prawdy.”

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2015-06-07