ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 JAKĄ NADZIEJĄ ZASPOKOIĆ SIEBIE?


Drabiną do nieba 16 XII 2007 (25) [391]

    Warto w Boże Narodzenie pochylić się nad lekturą drugiej encykliki Benedykta XVI ”Spe Salvi”. O nadziei. 16 stron formatu A4 albo ok. 80 stron przeciętnej książki.

    Mojemu pokoleniu jest bardzo bliska ta encyklika, która analizuje także sytuację, do jakiej doszła ludzkość z fałszywymi i niespełnionymi nadziejami ostatnich dwóch stuleci (karmiąc się Marksem, Engelsem, hasłami rewolucji francuskiej i październikowej), co w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w. z zapałem analizowaliśmy na spotkaniach z młodzieżą szkół średnich i w duszpasterstwie akademickim. Z tych filozofii wynika tragiczna utopia. Jakże mogłoby stawać się możliwe, żeby rewolucją – zabijając jednych i ustanawiając drugich u władzy – tworzyć nowy i lepszy świat? Przecież nie będzie szczęśliwego świata, jeżeli nie uda się nam zastąpić kruchości istnienia, chorób, śmierć i bezsensu czymś innym i najszlachetniejszym.

    Papież zauważa, że małe nadzieje bez wielkiej nadziei są niewystarczające. Tą wielką nadzieją może być tylko Bóg. Pisze: „Czasami może się wydawać, że spełnienie jednej (...) nadziei zadowoli człowieka całkowicie i że nie będzie potrzebował innych nadziei. W młodości może to być nadzieja na wielką i zaspakajającą miłość; nadzieja na zdobycie pozycji, odniesienie takiego czy innego sukcesu (...) Kiedy jednak te nadzieje spełniają się, okazuje się z całą wyrazistością, że w rzeczywistości to nie było wszystko. Staje się ewidentne , że człowiek potrzebuje innej nadziei, która idzie dalej. Staje się jasne, że może zaspokoić go jedynie coś nieskończonego, co zawsze będzie czymś więcej niż to, co kiedykolwiek może osiągnąć. (...) czasy nowożytne przyniosły nadzieję na ustanowienie doskonałego świata, który dzięki osiągnięciom nauki i naukowo uzasadnionej polityki wydawał się możliwy do zrealizowania. W ten sposób biblijna nadzieja królestwa Bożego została zastąpiona nadzieją na królestwo ludzkie, nadzieją na lepszy świat, który będzie prawdziwym „królestwem Bożym”. Ostatecznie ta nadzieja wydawała się wielka i realistyczna (...) zdolna zmobilizować wszystkie ludzkie energie (...) Jednak z upływem czasu stało się jasne, że spełnienie tej nadziei coraz bardziej oddala się. Przede wszystkim zdano sobie sprawę, że może to być nadzieja dla ludzi w dalekiej przyszłości, ale nie dla nas. A chociaż „dla wszystkich” jest częścią wielkiej nadziei – nie mogę bowiem być szczęśliwy przeciw innym i bez innych – pozostaje prawdą, że nadzieja, która mnie nie dotyczy, nie jest prawdziwą nadzieją. (...) była to nadzieja przeciw wolności (...) świat bez wolności w żadnym przypadku nie jest światem dobrym. (...) Kiedy świat jest „lepszy”? Co czyni go lepszym? Według jakiego kryterium można ocenić czy jest lepszy?” (SS 30).

    Wraca Ratzingerowska definicja człowiek „dla”. Jesteśmy dla, a nie dla siebie. Zadanie, aby rozszerzyć swoje ja. Bo Bóg chce nas napełnić miodem łagodności i dobroci. Jeżeli jesteś pełen octu, gdzie zmieścisz miód? (św. Augustyn). Niech ta refleksja przenika nasze świętowanie.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2007-12-16