ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 AA c. d. opowieści


Drabiną do nieba 01 II 2015 (3) [569]

    Najnowsze przeżycie. Ciężko chorą moją siostrę (udar) przywiezioną do szpitala w Świeciu na odział neurologii odwiedzają synowie i najbliżsi. Chora bez żadnego kontaktu. Czuwamy trochę na zmianę przy łóżku. Wracamy do mnie, do Gruczna, bo najbliżej. 11 osób plus mój przyjaciel z Holandii Chris. Wielu będzie nocować. Jest godz. 18.30. Nie jest nam wesoło. Przy kościele jeszcze radosne podświetlenie bożonarodzeniowe i na drzewie wysoko chmura świątecznych roziskrzonych gwiazdek. Kilka samochodów. I wtedy przychodzi pijany. Proszę, aby poszedł do domu. Bełkoce, że jest moim przyjacielem i natrętnie dobija się do drzwi, wali w nie, krzyczy itd. Pcha się do wnętrza domu, gdzie są też i dzieci. Próbuję go odciągnąć. Tak psuje nastrój, wprowadza napięcie. Jakiż wstyd! Pijany taką złą opinię zostawia o naszym parafialnym środowisku. Niektórzy gości byli u mnie pierwszy raz. Co sobie pomyślą?

     Nietrzeźwość w naszym narodzie jest ogromna. I w mojej parafii też. I przede wszystkim z tym trzeba walczyć, a nie z rządem. Alkohol niszczy człowieka, rodzinę i otoczenie. Bez zmniejszenia picia alkoholu w Polsce nie będzie większego rozwoju.

     Usiłuję coś robić. Nawet byłem w Zakroczymiu u Kapucynów w ich Ośrodku Apostolstwa Trzeźwości na wielodniowym szkoleniu. Dwukrotnie. Przyjeżdżali tam wybitni znawcy i wykładowcy z PARPA. Mam notatki. Wiem, co to jest. Wiem także. jak broni się nieustannie pijanego w Polsce. Rodzina oszukuje siebie i innych. Żona dzwoni do miejsca pracy męża i usprawiedliwia go, mówi się, że nie jest pijany, lecz chory i dlatego nie jest w pracy. Kłamstwo bliskich otacza pijanego i robi z niego świętą krowę. Tymczasem pijak musi stoczyć się na dno, do rynsztoku, stracić swój dorobek, odczuć katastrofę swego życia. Wtedy może przeżyć swoją nędzę, bezradność, nawrócenie i chęć powrotu do normalności. Może uwierzyć, że jest poważnie chory i chce się leczyć.

     Kiedyś jeden z mojej parafii - o pseudonimie Ibo - był na leczeniu i na rekolekcjach dla nietrzeźwych. Wracając zobowiązał się, że będzie kolegów wyciągał z nałogu. Chce stać się apostołem. Obaj zorganizowaliśmy spotkanie. Do wyznaczonych przez niego uczestników - pijaków - wysłałem zapraszające listy. Przybyło 12 osób. Pani Małgosia zrobiła kawę. Rozmawiamy i czekamy na nowego apostoła trzeźwości Ibo. Nie przyszedł. Upił się. I tak skończyła się moja lepiej zorganizowana pierwsza akcja trzeźwościowa. Pan Bóg nam grzesznym ludziom w tym nie pobłogosławił.

     Teraz - po długiej przerwie - jest AA grupa „Przebudzenie”. Otwarte mitingi odbywają się w każdy II czwartek miesiąca o godz. 17.00. Zaprasza się zainteresowanych, ich rodziny i przyjaciół. Przychodzi niewielu. Czy Pan Bóg będzie nam pobłogosławił? Drodzy parafianie i inni zatroskani o trzeźwość naszego narodu, módlcie się, przybywania do AA „Przebudzenie”.

      Osobiście propaguję MIWA czyli zbieranie pieniędzy na środków transportu dla polskich misjonarzy (raz w miesiącu podczas różańca misyjnego) oraz w czasie wakacji, kiedy ludzie dużo podróżują „ 1 grosz za 1 km bezpiecznej jazdy bez wypadku”. Także reklamuję - wg holenderskiego Boba - polskiego Krzysia (od św. Krzysztofa, patrona podróżujących), który byłby wybierany na dyskotece przez grupę kolegów jako niepijący przywożący trzeźwo wszystkich kolegów samochodem do domów.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2015-02-01