ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 OPOWIEŚĆ O PARAFII (X)


Drabiną do nieba 18 I 2015 (2) [568]

    Działalność charytatywna w naszej parafii to m. in. holenderskie dary począwszy od r. 1982 (wcześniej była także pomoc amerykańska w postaci serów, mleka, ryżu, mąki z centrali diecezjalnej).

     Holendrzy przywozili nieomalże wszystko. Nadzwyczajnym ich pomysłem były duże paczki imienne dla biednych, rodzin wielodzietnych, chorych i ludzi specjalnej troski. W tych dużych paczkach imiennych były adresy rodzin holenderskich po to, aby polskie rodziny z nimi nawiązały kontakt i potem indywidualnie zgłaszały potrzeby wg rozmiarów butów i odzieży itp. Poprosiłem sołtysów i radnych parafialnych o przygotowanie listy potrzebujących. I ci otrzymali te duże paczki. I je potem otrzymywali przy każdym kolejnym transporcie. Oczywiście, mieli jeszcze odpisać przyjaznym Holendrom, podając swój adres. Niektóre nasze rodziny do dzisiaj utrzymują te kontakty, dzięki czemu mogli odwiedzić i zwiedzić Holandię. Niektórym udało się tą drogą uzyskać pracę w Holandii. Kilka dziewczyn wyszło za mąż za Holendrów. Pod koniec ożywionych kontaktów idea charytatywna nieco osłabła, bo zaczęły przychodzić także inne paczki: duże paczki przyjacielskie, a nie humanitarne, nie dla biednych. Próbowałem to naprostować, mówiąc, że to ludzi widzą, plotkują złośliwie, jak zanosicie duże paczki także do domów bogatszych. - Pastor, to paczka przyjacielska. - odpowiadali. Nie można kwestionować przyjaźni.

     Co to były te duże paczki? Poprosiłem o otwarcie jednej. Była bogata (przykładowo: kawa 0,5 kg, kakao, rodzynki, słodycze, ciastka, mydło, szampan, rajtuzy, ładny sweter, dżinsy, itp. ). Moja reakcja: takich rzeczy u nas nawet bogaci nie mają. Jedynie w pewexie to można kupić za dolary. Więc co? Rozmawiamy, naradzamy się. Wnioskuję na koniec, że to może wyzwolić niechęć. Będzie narastać złość. Więc Holendrom zaproponowałem tak, słuchajcie: jeżeli aż tyle możecie darować i chcecie, tyle razy pragniecie przyjeżdżać każdego roku, zawsze do nas, abyśmy wyraźnie odczuli waszą pomoc tutaj, pomyślcie o małej paczce dla każdej polskiej rodziny w parafii z kawą, kakao, rodzynkami, czekoladą, szampanem, ładnym mydłem itp. I - jeżeli chcecie i możecie - spróbujcie to nam darować z okazji Bożego Narodzenie i Wielkanocy. Bo u nas jest zwyczaj prezentów i wzajemnych darów na święta. W całej Polsce są puste półki, brakuje wszystkiego. Będzie to od was sympatyczny i przyjazny św. Mikołaj. Dzięki wam Jezus będzie rozmnażał chleb, kawę, kakao, rodzynki, czekoladę i inne frykasy, których brak. Nie zauważymy problem dużych paczek.

      I tak się stało. Dzieci holenderskie sprzedawały ciastka po domach i za uzbierane pieniądze kupowano leki dla naszych chorych wg polskich recept oraz zafinansowano ok. 900 małych paczek dla każdej rodziny. Musieliśmy w każdej wsi utworzyć punkt charytatywny lub kilka z rejonowym opiekunem charytatywnym, który dobierał sobie jeszcze dwie osoby. Drugi transport (w grudniu) zawierał już te małe paczki dla każdej rodziny i osoby samotnej. Rejonowy opiekun przyjeżdżał samochodem i zabierał tyle małych paczek, ile w jego rejonie jest rodzin i osób samotnych.

     Niektórzy parafianie byli niezadowoleni, patrząc krzywym okiem na bliźniego, który otrzymał dużą paczkę albo i dwie. Wtedy wygłosiłem homilię: ty też otrzymałeś, więc czemu złym okiem patrzysz, żem jest dobry? Bierz co twoje i idź. Nie oburzaj się na to, że jestem dobry dla ciebie. Tak wykorzystałem przypowieść Jezusa o zaproszonych do winnicy.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2015-01-18