ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 OPOWIEŚĆ O PARAFII (VII)


Drabiną do nieba 7 XII 2014 (25) [565]

     Wróciłem z rekolekcji kapłańskich u oo. Werbistów w Laskowicach, które prowadził o. Jan Wróblewski. Dobry rekolekcjonista, dobra atmosfera wewnątrz domu, dobre jedzenie. Dobrze przebywać razem ze współbraćmi. Byliśmy szczęśliwi. Brewiarz, inne modlitwy, adoracja, centralna Eucharystii, spowiedzi, trochę żartów i plotek przy jedzeniu, dominowała nasza troska o Kościół i o przyszłość Kościoła w Polsce.

     To okazja, aby spojrzeć na rekolekcje w parafiach. Rekolekcje szkolne powadziliśmy nieźle zespołowo, w czym zasługa nauczycieli, nauczycielek, katechetek, szczególnie pani Ewy Dyjach, jej śpiew i gitara. Ostatnio udany zespół ewangelizacyjny Testimonium oraz o. werbista z G. Grupy. W parafii też - poprzez nasze uczestnictwo w Ruchu Światło - Życie ks. Franciszka Blachnickiego - odbywały się 15. dniowe wakacyjne rekolekcje oazy rodzin i w ferie zimowe 4. dniowe ORARy (Oaza Rekolekcyjna Animatorów Rodzin).

     Z ciekawszych prób ewangelizacji u nas nic szczególnego nie wyszło. Żałuję, ubolewam. Ale widocznie mieliśmy być pozbawieni tychże form. Za wiele chciałem na mój kiepski rozum. Albo zbyt szybko się zniechęcałem. Najpierw pragnąłem neokatechumenatu. Kiedy mieszkałem w Lublinie w latach 1974-1977, przyjechali tam pierwsi katechiści z Włoch z ks. Alfredem Cholewińskim. Potem małżonkowie Stryjeccy, ks. Zbigniew Czerwiński i inni. Gdy zostałem proboszczem parafii wiejskiej, proszę ich. Był to rok 1982 - 1983. Przyjeżdżali bez zapowiedzenia, wygłaszali nawet katechezy przy niewielu parafianach. Nalegałem na rozpoczęcie drogi neokatechumenalnej. Ja nowy, droga nowa i nowe wszystko. Mówili, że nie mają do tego dosyć ludzi, gdy tymczasem na północy udała się im pierwsza wspólnota drogi neokatechumenalnej w Gdyni. Tłumaczono, że wieś się nie nadaje do tego. Ludzie będą zawzięci. Nie zniosą lepszych wśród swoich. Oni znają się dobrze, ale nie jako chrześcijanie. Lepiej jeżeli neokatechumenat powstaje z nieznanych sobie ludzi z różnych peryferiów miasta - z takich, którzy chcą się nawrócić. A wieś to zawsze ta sama przeszkoda: tradycja, dobrze jest, zachowawcza postawa, mała zdolność do zmiany. Jestem katolikiem, co ksiądz będzie mnie truł nowościami.

      Zaprosiłem też Misjonarzy Krwi Chrystusa w Swarzewie. Przyjechał zespół kilka osób: księża, siostra zakonna, osoba świecka, nawrócony alkoholik ze świadectwem. Rozprowadzali m. in. ikony Jezusa. Tygodniowe rekolekcje. Wszystko pięknie przeprowadzili. Moja propozycja, aby Misjonarze Krwi Chrystusa chcieli pilotować moją parafię dłużej, przez wiele lat, przyjeżdżając raz w roku z rekolekcjami i innymi formami, przypominając, umacniając, utrwalając to, co duchowe i święte... nie została zrealizowana. Nie chcieli. Tak i siebie do końca nie zrealizowałem, mając jakieś jeszcze pomysły rekolekcyjne. Bo albo nie miałem dość pieniędzy albo brakowało kogoś jeszcze do realizacji albo decyzje przełożonych zmieniały bieg zdarzeń.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2014-12-07