ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 OPOWIEŚĆ O PARAFII (III)


Drabiną do nieba 12 X 2014 (21) [561]

    Kiedyś mieszkali w parafii Gruczno kolejno Krzyżacy, Olendrzy (Holendrzy, Mennonici) i Niemcy. Obecnie żadnej z tych grup nie ma. Niemieckie rodziny rolnicze wyprowadziły się po I wojnie światowej, a reszta Niemców pod koniec II wojny światowej uciekała galopem do Reichu. Za Gomułki tutaj zaczęli osiedlać się ludzie z wschodniej i południowej Polski (po wcześniejszym pobycie w okolicach Legnicy lub nad morzem). Ich dziadkowie, babcie i niektórzy rodzice poumierali. Z dzieci są nowe rodziny, inne niż Pomorzacy. Nie mając tutaj zakorzenienia uczestniczą w charakterystycznym procesie rozpraszania się, mieszkania gdzie indziej, a nawet za granicą. Szkoda,że nie znalazł się nikt, kto by mógł i chciała napisać o tym pracę magisterską, analizując postawy religijne i opisując bardziej szczegółowo ten fenomen socjologiczny i psychologiczny miejscowej ludności.

     Odczuwam to zróżnicowanie środowiska oraz kolejne ogromne zmiany w parafii w ciągu ostatnich 25 lat. Od kiedy tu zdarzyło się więcej pogrzebów niż chrztów (co potem pokazało się w statystyce ogólnopolskiej), parafia może być uznana, że należy do tej grupy ludnościowej, która wyprzedza tendencje ogólnopolskie na wsi. Oczywiście te negatywne. Nie piszę, aby narzekać. Opisuję raczej trud i beznadzieję duszpasterską, jeżeli można tak to określić.

     Na proces rozsypywania się społeczności parafialnej i miejscowej wpłynął nie tylko powrót religii do szkół (dobrze zorganizowanej przy parafii). Ale i kasacja domu pomocy społecznej, mleczarni, młyna, małych trzech podstawowych szkół (trzyklasowych i czteroklasowej) oraz szkoły rolniczej i wiejskiego domu kultury. Te instytucje nie były złe, raczej wyeksploatowane materialnie i przestarzałe cywilizacyjnie, ale nie ideowo i duchowo. Ideowość i duchowość zabrano.

      Przede wszystkim w r. 1998 zamknięto Dom Pomocy Społecznej dla kobiet w Luszkówku (nieoficjalnie filia psychiatryka w Świeciu, nie był w złym stanie), w którym mieszkało ponad 120 osób pacjentek, pracowało kilkadziesiąt osób: pielęgniarek, salowych, w kuchni, pralni, pracowniach, w obejściu, gospodarstwie rolnym. Pracowały też siostry Albertynki. Była kaplica i ksiądz kapelan. Taki mały ośrodek religijny. Współpracował z parafią, a parafia z nim. Wszystko znikło, takie nieszczęście nas spotkało. Pozostał jedynie cmentarzyk psychicznych w polu.

     Nie ma mleczarni, z której przed II wojną światową wysyłano masło i ser jako europejski eksport. Jeden pan woził rowerem kilka razy dziennie dwie kany serwatki i hodował świnie. Rolnicy przywozili mleko i mieli okazję do rozmów. Nie ma starego młyna (w nim obecnie siedziba Tow. Przyjaciół Dolnej Wisły, organizatora udanego Festiwalu Smaku i licznych innych imprez kulinarno-regionalnych). Coraz więcej domów prawie pustych, bo właściciele pracują za granicą. Młodzież idzie na studia i nie wraca. Bez szkół brak kaganka oświaty we wsiach. Itp. likwidacje i straty.

     Rozproszona parafia stara się, ale w coraz mniejszym stopniu jest znakiem jednoczenia i braterstwa.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

franciszek[małpa]kamecki.eu

2014-10-12