ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
wtorek, 13 listopad 2018 roku

 NASZA MŁODZIEŻ KOCHANA (II)


Drabiną do nieba 23 VI 2013 (13) [528]

     Trwające trzy lub cztery doby biwaki dla gimnazjalistów są naszą ekspresową szkołą (z programem światopoglądowym, biblijnym, liturgicznym i wychowawczym, co stanowi trzyletnie przygotowanie do sakramentu bierzmowania). Powtarzamy rzeczy znane, idąc ku nieznanym. Próbujemy definiować na nowo prawdy religijne. I oswajać z ich tajemnicą. Młodzież w podgrupach samodzielnie pracuje nad tematami i pytaniami. Są też dyżury przy jedzeniu, sprzątaniu. Leniwych rozbudzamy, nieudolnych i złośliwych hamujemy przed psuciem pracy zespołowej.

       Staramy się przedstawiać wiarę i Kościół w szerszej perspektywie. Nie tylko z wierzchołka jednej parafii. Więc wyjeżdżamy na większy wierzchołek Kościoła (jeden dzień biwaku). W tym roku był to Pelplin. Nasze ukochane seminarium, zachwycająca biblioteka, muzeum diecezjalne, piękna i olbrzymia gotycka bazylika katedralna, góra papieża Jana Pawła II i smaczny obiad w życzliwej restauracji Solecki. Dzięki uprzejmości ks. rektora A. Bączkowskiego i p. Alicji Słyszewskiej z Centrum Informacji Turystycznej przy katedrze wszędzie oprowadzał nas kleryk - przewodnik. Celem tej wycieczki było przeżycie artystyczne i duchowe wielkości Kościoła i jego różnorodności działań.

      Nastolatkom z gimnazjum brakuje wiedzy i wyobraźni. Mają też myślenie zepsute poglądami z mediów, od rodziców albo od rówieśników. Nie wiadomo nawet skąd u nich negacja i bunt wobec świata, który jest przecież piękny i różnorodny. Zło jest w nas i z nas wychodzi - złe myśli, pragnienia, zamiary, zabójstwa, kradzieże itp. (mówi Pan Jezus). Tego swego zła młodzież nie potrafi ukryć. Np. ucieka ktoś do domu zamiast być na wspólnej Eucharystii. Tłumaczy się, że poszedł na ubikację albo... Podczas mszy potrafi taki jeden z drugim trzykrotnie zmieniać miejsce w kościele (był z przodu w grupie, potem na chórze, potem w kruchcie). Wychowawcy to widzą. Ja też. Ci młodzi jak gdyby już zaczynają czmychać z kościoła. Wnet będą przywozić rodzinę do kościoła, a sami w samochodzie zostaną, aby palić papierosy. Niekiedy u mnie odprawia gościnnie inny ksiądz, więc mogę wyjść na zewnątrz i popatrzeć na dziesiątki samochodów.

        Wielu rodziców wspomaga nas, piecze ciasto dla wszystkich na biwak, podrzuca w worku ziemniaki, warzywa, owoce w skrzyniach. Jesteśmy im wdzięczni. Rodzice powinni być krytyczny wobec telefonów od narzekającej córki lub syna. Jeśli ktoś pali papierosy, od razu czuć, gdy przechodzi obok. Nasi wychowawcy to nie byle jacy, lecz doświadczeni nauczyciele, katecheci, szafarze nadzwyczajni Komunii, ojcowie wielodzietnych rodzin. Kiedy raz jedna piękna nastolatka ze śpiworem i plecakiem wieczorem opuściła biwak (do domu miała 3 km), od razu pan katecheta pojechał za nią samochodem i przywiózł z powrotem. Płakała. Bo inna koleżanka ją wyzwała od takich i owakich. Próbowaliśmy załagodzić konflikt. Ostatecznie uciekinierka ucieszyła się z powodu powrotu. Uśmiech pojawił się w oczach zamiast łez. Do tego są biwaki. Nie ma gotowej miłości. Miłości trzeba się uczyć. Pan Jezus widzi nasz trud wychowawczy w akcentowaniu miłości, dobroci, naszą wrażliwość wobec niezłych a opornych szesnastolatków.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2013-06-23