ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 WIELKI POST ZACZYNAM OD SIEBIE


Drabiną do nieba 17 II 2013 (4) [519]

Oto dwa teksty o duszy i Panu Jezusie z „Brata opuszczonych” (Galeria Autorska, Bydgoszcz 2012 wydanie II)

     Z AUTOBIOGRAFII

     Mimo że zawsze byłem - jestem wierzący, często szukałem - szukam między linią a kołem, pomiędzy brzegiem a oceanem. Muszelki znad Morza Północnego chowałem w kieszeni i palcami przemieszczając je dziękowałem Bogu za rozkoszny dotyk. Czerwona głowa słońca wstydziła się naszego gołego ciała, którym jesteśmy. Wychowywany do dramatycznego unoszenia umysłu w górę, podziwiałem Anioła Stróża na ścianie, z której nigdy nie schodził, aby mi pomóc. Śmiał się ze mnie,gdy rozpędzony uderzyłem rowerem o płot i pokruszony bochenek wypuściłem spod pachy. Kiedy na nartach zjeżdżałem szybko z gór na Cekcyńskie jezioro przysypane cieniutko mokrym śniegiem, ukrywającym prawie kamienne lodowate posadzki, co spowodowało okaleczenie kolan, rąk, łokci i twarzy - nie obronił mnie. Na kładce wielu przygód też zabrakło stróża. Może inaczej miałem sobie wyobrażać ratunek z nieba.

     Uczono mnie z elementarza, że Ala ma lalki, Ola ma kota. Boga też poznawałem z książek. Na pewno Wszechmocny. Koniecznie Pierwsza przyczyna wszystkiego. Ten, który zakręcił bąkiem na podłodze świata. I podcina tego bąka batem. Który obmyślił wyczuwalną wszędzie celowość. I w ruchach orbitalnych i w uporządkowaniu lasu, i wewnątrz naszego ciała. Jednakże nie jest ostateczny i całkowicie pełny ten Bóg z książek i z kosmosu, którego wypatrują uczeni    na końcu swoich długich rozmyślań i dowodów. Boga trzeba szukać w sobie. W pierwszych samotnościach, w zwątpieniach, w rozczarowaniach, w pytaniach. W nas jest szkło – dusza, która odbija Boga.
Lustrzane błyszczenie piękna. Sięgajmy tam, aby wygrzebać rzeczy ostateczne: dobroć i poezję.
I może też jakiś kęs Norwida.


     PAN OD RELIGII

U Czesława Miłosza / drogi panie od matematyki /
wszystko zaczyna się nie od dodawania /
lecz od linii bielejąco czystej i nienaruszalnej /
Zbigniew Herbert długo nie mógł
/ oderwać oczu od pana od przyrody /
który odchodził w surducie z ostatniej szkolnej lekcji /
cicho złotą aleją / szeleszczących liści /

Na podwórku / co innego /
jakaś tablica z drzewa oliwkowego /
i gwoździe i młot i liny /
i krzyż pośrodku otwartej bram /
i gawiedź i żołnierze z wleczonym pogardliwie /
panem od religii /

Zaczęto z niego drwić /
pluć na niego i biczować go kopać /
obnażać i rzucając na plecy /
przybijać gwoździami /
wydawało się że wszystko wykonane /
a jednak nie bo oczekiwano ironicznie /
że z jego słabości może /
wyrośnie monument niezwyciężonego /

- Jeżeli jesteś Synem Bożym /
oderwij się od krzyża /
skoro umiesz wybawiać /wybaw siebie /
jeśli możesz cokolwiek /
uczyń medialny cud /
zatrzymaj ziemię i słońce /
wypuść wody z oceanów /
przewróć najwyższe góry /
wojownikom odbierz miecze i karabiny /
hardym i mściwym niech zmiękną ręce /
niech Kain pojedna się z Ablem /
ze złego niech wyciekną drgawki ścieki i plwociny /
garbaty niech się wyprostuje /
ślepy niech zobaczy światło /
biedny niech zgarnie bogactwo /
głuchy niech usłyszy dzwon Zygmunta /

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2013-02-17