ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 KTOŚ WINIEN


Drabiną do nieba 14 X 2012 (21) [510]

      Jak trudno dobrze przygotować liturgię w parafii! Często coś nie tak. Brakuje zorganizowania. Zapomniano o czymś. Decyduje drobiazg, który często psuje całość. Ludzie widzą ten drobiazg, ale nie chcą wyjść przed szereg katolicyzmu masowego. Najlepiej zajmują miejsca w tyle kościoła, gdzie raczej powinno być pusto i ewentualnie miejsce dla spóźniających się. Nie chcą, by ich ksiądz do czegoś wywołał. Edukacja nie nauczyła ich aktywności, nie przynagla do inicjatywy, do współpracy. Gdzież by tutaj jakaś asertywność, o której tyle się mówi z nadmiarem? Katolicy nie chcą być przyczyną sprawczą jakiejś funkcji liturgicznej lub czegoś pomocniczego. Chcą pozostać milczącymi widzami, najlepiej z tyłu.


      Próbuję aktywizować świeckich. I kapłanów też, jeżeli przybywają okazyjnie w niedziele. Nie binuję, nie koncelebruję, gdy jest jeszcze inny kapłan. Oddaję mu mszę i intencję mszalną. Wielu świeckich w mojej parafii pełni dyżury liturgiczne. Jako wykształceni znają temat. Ale gdy nie ma nikogo dyżurnego (coraz częściej nie ma), nikt inny nie decyduje się wyjść z ławki, aby wykonać funkcję liturgiczną przypadającą świeckim. Widzę w kościele dawną oazowiczkę, przyjechała do rodziców, ale nie ma ochoty wykonać jakiejś funkcji liturgicznej. To moja porażka duszpasterska i liturgiczna. Niestety, ukształtowani liturgicznie oazowicze nie chcą przodować w liturgii, mimo że tyle razy ich wysyłałem na oazy rekolekcyjne, jednak wracają do tradycyjnych zachowań katolicyzmu masowego. Przyjdą do pierwszej ławki, aby wykonać jakieś funkcje, jeżeli ich specjalnie poproszę.


     Czuję bezradność wokół piętrzących się wymagań i pragnień wyższej jakości. Mówi się: jakość przede wszystkim a nie ilość.


      Chciałbym najlepszej jakości w liturgii. Np. msza niedzielna. Słońce świeci przez gotyckie okna. Ludzie przyjaźnie nastawieni. Nagłośnienie włączone, światła też. Ministranci są, dwaj szafarze, w ławce osoby świeckie do czytania lekcji, modlitwy wiernych i przynoszenia darów ofiarnych, na pewno dwóch panów wychodząc z ławek weźmie koszyki z zakrystii i pójdzie zbierać ofiary kolekty. Ja kończę spowiedź przed mszą. Ubieram się. Niby wszystko gotowe. Pan organista zaczyna lub katechetka. Procesja na wejście, ukłon, pocałowanie ołtarza, ustawienie takie, aby było widać, że celebrans jest przewodniczącym zgromadzenia liturgicznego. Razem wznosimy swój umysł i serce do Boga. Wielbimy Boga. Do Ofiary Jezusa próbujemy samych siebie dodać. Przed „Chwała na wysokości” zauważam, że grube świece przy ołtarzu nie są zapalone. Nikt tego nie dopilnował. W zakrystii ministrant nie znajduje zapałek, biegnie do plebanii, wracając zapala świeczki. Jak się czuje proboszcz? Płakać czy śmiać się? Kto zaniedbał? Pewnie pan premier Donald Tusk. Taka zdarza się najczęściej głupia odpowiedź w Polsce.


Ks. FRANCISZEK KAMECKI

2012-10-14