ewangelizacja.net

Felietony > Felietony "Pielgrzym"
środa, 14 listopad 2018 roku

 PO 30. LATACH (JESZCZE WSPOMINAJĄC BISKUPA J. B. SZLAGĘ)


Drabiną do nieba 8 VII 2012 (14) [503]

     Jakże to się stało, że w tej samej parafii jestem już 30 lat! 30 czerwca 1982 przyjechałem meblowym samochodem do Gruczna razem z 35. studentkami i studentami. Oni znosili moje książki, rzeczy, namioty i plecaki. A ja wziąłem kosę i za chlewnią w ogrodzie zacząłem wycinać osty, pokrzywy, wysokie trawy i chaszcze - przygotowując teren na obozowisko namiotowe. Bardzo upalnie. Niektóre studentki nawet chodziły w bikini. Bałem się negatywnej reakcji. Jednak parafianie byli i są dla mnie wyrozumiali. Wybaczają błędy. Nie próbują mnie usunąć z parafii ani wywieźć na przysłowiowej taczce. Uśmiechają się. Życzliwi. Młodzi też cierpliwie znoszą moje wady, defekty ciała, gardła i wieku. Ks. prof. Szlaga interesował się tym, co robię, zmianami w liturgii, ułatwiał przyjazdy profesorów z KUL do mnie na odpusty.

     Zaczynałem od pustej plebanii. Jeszcze stan wojenny. Wszystko na kartki W sklepach tylko ocet i musztarda. Okna w plebanii na noc zasłaniałem gazetami przyczepiając je klamerkami do zawieszonych w poprzek sznurków. Brat Andrzej z Zosią jako młode małżeństwo (wg przywileju MM) kupił meblościankę i kuchnię dla mnie. Zostałem bez wikariusza. Ta sytuacja zmusiła mnie do wycofania się z aktywności pozaparafialnej na ok. 10 lat. Emigracja wewnętrzna. W parafii pracowałem mocno jak świeża miotła. Organizowałem rejony i konieczne współdziałanie ze świeckimi. Poza parafią mało. Biskup pomocniczy Jan Bernard Szlaga (od r. 1988) przyjeżdżał czasem w swe imieniny 24 czerwca na odpust do Gruczna albo na wieczorne medytacje w światowy dzień młodzieży.Wiem, że mi dobrze życzył. Obserwował moje mocowanie się z chorą nogą (kalectwo z wspólnych czasów uczniowskich w wejherowskim Leoninum). Dwukrotnie próbował mnie wyrwać z Gruczna do innej parafii (Toruń, Tczew). Ale ja nie chciałem. Przecież tutaj na tyłach tego świata też można kochać Kościół bezinteresownie. Nie chciałem być kimś więcej niż kapłanem. Żal mi kilku kapłanów, których nie umiałem wyrwać z ich tragedii.

     Po powrocie religii do szkół i po utworzeniu diecezji pelplińskiej zamianował mnie kierownikiem Kolegium Teologicznego w Grucznie. Jego oczekiwania i dyrektora wydziału katechetycznego ks. kan. dra Jana Doppke próbowałem jakoś spełnić wraz z zespołem wykładowców. Jeszcze na ucho coś proponował, ale widział moje „kulawe życie”. Jak męczyłem się podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej. Nie nalegał. Jaki kłopot może być z nogami, doświadczył sam, gdy zaczął używać laski i pomocy innych. - Jeszcze nie emerytura! - mówił do mnie z uśmiechem, gdy po mojej operacji zobaczył mnie bez laski. Ja wiem, że Pan Bóg dał mi takie cierpienie po to, abym stawał się wypróbowanym księdzem. Chwała Panu, jak mówią podczas świadectw oazowicze.

KS. FRANCISZEK KAMECKI

2012-07-08